Jak ja nie lubię robić czegoś na siłę.
Garchomp, to tu? - wskazałem na domek na polanie - na 100%?
Tak.
Skoro tak się sprawy mają...
- Idziesz pierwsza - postawiłem Me przed drzwiami - ty mnie tu zaciągnęłaś.
-Ee? - dziewczyna pobladła - No weź chodź ze mną... ;-;
- Wejdę do środka, ale za wtargnięcie przepraszasz ty. - Banette wtuliła się w środek mojego kaptura.
-Oke! - zastanowiła się chwilę - no to na co czekasz? Pukaj! - zrobiła "zachęcający" gest ręką w stronę drzwi.
Zapukałem. Usłyszałem kroki i ciche:"kto tam?"
- Touro i Me - mruknąłem.
Odkluczanie zamka.
-Potrzebujecie czegoś? - zza drzwi wyłoniła się Gothitelle, a za nią dziewczynka z grobową miną.
Odsłoniłem Me chowającą się za moimi plecami.
- Mów - powiedziałem sucho.
Me zaczęła panikować miętoląc swoją sukienkę.
-No bo... - spuściła wzrok w dół i nie wiem po kiego grzyba zamiast sukienki zaczęła miętolić moją bluzę - ja to bym chciała... czy ten... no... - z każdą chwilą jej głos stawał się co raz cichszy mogłybyśmy się... - nieśmiało spojrzała na dziewczynkę - zakolegować...
Stałem z twarzą pokerzysty.
Ciekawe, jak tamta zareaguje.
Aya otworzyła drzwi szerzej.
-Wejdźcie... Dusknoir właśnie przygotowywuje obiad... - szepnęła jakby z ledwie wyczuwalnym zadowoleniem.
Popchnąłem Me lekko do przodu.
Przechodząc obok Ayi poczułem delikatny zapach jej perfum.
Gdy zasiedliśmy do stołu, rzuciłem prosto z mostu.
- Ładnie pachniesz - spojrzałem na Ayę i poczułem jak się czerwienię.
-Niestety o tobie nie mogę powiedzieć tego samego... - powiedziała oschle.
- To przez Banette - wyjąłem oburzonego pokemona z kaptura - ciągle czuć od niej wosk i kadzidło...
-Ach... rozumiem - w jej tonie było słychać coś w rodzaju "ta, patrz bo uwierzę". Zauważyłem, że cały czas przyglądała się Me, której uśmiech nie schodził z twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz