niedziela, 18 października 2015

Me

-Nie patrz w górę bo coś ci na głowę narobi! - pisnęłam - zawsze tak jest! Touro spojrzał na mnie bez słowa.
-Hej - zaczęłam nową myśl - idziemy za nią? - pociągnęłam błagalnie chłopaka za rękaw.

wtorek, 13 października 2015

Touro

Nie wiedziałem, czy biec za tamtą nową, czy zostać z Me. Wybrałem opcję nr 2.
- Ale...czy to prawda? - zapytała się mnie - Co ja robię źle?
Westchnąłem i położyłem jej ręce na barkach.
- Widzisz, są różne typy ludzi, na dodatek każdy ma inne zdanie, tak jak każdy ma swoje dwie ręce. - spojrzałem w niebo - gdyby wszyscy byli tacy sami, to na świecie byłoby nudno...

sobota, 3 października 2015

Aya

Uśmiech szybko zszedł mi z twarzy. Podniosłam rękę i szybko opuściłam sprawiając, że jeden z łańców zawiesił się na szyi Weavile. Szarpnęłam mocniej przez co pokemon leżąc na ziemi przyczołgał się do mnie jak kundel na smyczy. Spojrzałam na nią pusto. Pokemon podniósł się z ziemi i skłonił się na znak przeprosin po czym posłusznie wrócił do pokeball'a.
-Przepraszam za nią... - szepnęłam - walki pokemonów... to dzisiaj, tak? - zapytałam.
-No dzisiaj. Bierzesz udział? - chłopak spojrzał na mnie, jakby to co zrobiłam wcześniej było dziwne.
-Chyba tak... - zagłuszył mnie czyjś śmiech.
-TOOOOOUROOOOOO! - w naszą stronę zaczęła biec jakaś dziewczyna. Była tyko trochę wyższa ode mnie. Cały czas kręciła się wokół chłopaka radośnie się śmiejąc. Skąd w niej tyle radości?
-Cześć! Me jestem! - podała mi dłoń.
-Aya... miło mi... - wyszeptałam.
-Touro! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że idziesz na randkę, hm? Pomogłabym ci się jakoś przygotować no! Zobacz, ona wygląda jak lalka z porcelany, a ty co? A idź ty! A i wesz co? Ja to sobie pomyślałam, że chyba nie będę brać udziału w turnieju. Zrobię to za rok! Tak, tak! Ten zjazd będzie też za rok! I potem znooowu i znooowu! Wtedy to już będę bardzo dobra w walkach! Zobaczysz! - dziewczyna cały czas się śmiała. To dziwne. Mam wrażenie, że jej zachowanie trochę mnie fascynuje...
-Hej... - szepnęłam - może chcesz zawalczyć? - zapytałam Me.
-O! Okej! - wykrzyknęła pełna entuzjazmu. Wyszło na to, że wygrałam. I to bardzo szybko. Jest dopiero początkująca, ale widać, że nigdy nie będzie silnym trenerem.
-Ehehe... nic się nie stało, staraliście się... - powiedziała do swoich pokemonów.
-Marnujesz je... - szepnęłam. Dwójka spojrzała na mnie z lekkim nie zrozumieniem.
-Marnuję? - w końcu zapytała.
-Tak... Nie wykorzystujesz ich potencjału... Poza tym, chwalisz je za to, co robią źle... Jak ty chcesz je wytrenować? Sprawiasz, że porażka nie jest dla nich niczym złym, przez co przestają starać się o wygraną... - oddaliłam się bez słowa w kierunku domu.
Znów to zrobiłaś... Co tym razem ci nie pasowało? - Gothitelle szybko mnie dogoniła.
-Wszystko... - szepnęłam.

Le Garchomp (admun może)


Siedziałem sobie spokojnie, gdy wślizgnęła się na mnje jakaś... Em małpka?
Hejo! 
No cześć... Możesz łaskawie ze mnie zejść?
Nie! 
Zaczęła mi dotykać błony.
Łaskocze, przestań!
Śmiała się, gdy odprawiałem jakieś dziwne tańce by ją zrzucić.
Yaaaay! Rodeo!
Złaźże ze mnie!
Zrzuciłem ją i zacząłem uciekać. Nie cierpię łaskotek.
Nagle zdałem sobie sprawę, że Touro i ta druga się na mnie gapią.
I śmieją.

Aya

-Tak jakby... - zaczęłam kaszleć. Nie mogę rozmawiać. Moje gardło nie jest do tego dostosowane. Spojrzałam prosząco na Gothitelle. Zrozumiała w czym rzecz.
Rodzice Ayi wiecznie podróżują więc nie odczuwa przywiązania do żadnego miejsca - pogłaskała mnie po głowie. Nagle znieruchomiała . Spojrzałam z zaciekawieniem na jej twarz. Była... zszokowana?
-Co żeś jej zrobił... - szepnęłam zachrypniętym głosikiem.
-Ja? Nic - wzruszył ramionami. Zaczęłam analizować co się tu wydarzyło. Ze wszystkich opcji "ta"  była najbardziej prawdopodobna ale... to chyba nie realne, prawda?
-Ty... umiesz rozmawiać telepatycznie z pokemonami? - zapytałam niepewnie.
-Tak - powiedział jakby to było coś normalnego. Doprawdy interesujące...

Touro

- Miło poznać, ma'am. Jestem Touro Gahamoto, a to moja kochana Banette. - pokemon wślizgnął się na moje ramię.
- Mi też jest mi-ło - szara kukiełka użyła swojego łamiącego się, skrzekliwego głosu - Dzię-ku-ję.- ponownie zapięła zameczek,  chowając ostre ząbki. Jakimś dziwnym trafem ja też na ustach mam ten żółty zamek, ale nigdy go nie zapinam... Tylko do snu.
- O! Ona potrafi mówić? - Aya podniosła Banette do góry, ale się opanowała i odłożyła mi z powrotem na ręce - bardzo interesujące...
- Sporadycznie się odezwie, woli telepatię - słyszałem, jak Garchomp siada na ziemi - poza tym, witaj w klubie ubierających się jak własni ulubieńcy, jeśli mogę tak nazwać twoją koleżankę - zmierzyłem wzrokiem ją i jej Gothiatelle.
Zaśmiała się nerwowo.
- Tak...rzeczywiście... Jesteśmy podobne... Zresztą wy też! - pociągnęła lekko za moje 'uszka' na kapturze - sam szyłeś?
- Tak... Nie widziałem cię wcześniej na sali, ani podczas wczorajszych wystaw... Jesteś tutejsza? - zapytałem.

Aya

Machnęłam ręką wykonując dłonią kilka zwinnych ruchów. Wszystkie pokemony oprócz Gothitelle schowały się do pokeball'i.
-Aya Yokoyama... Miło mi... - dygnęłam lekko. Gothitelle także się ukłoniła, po czym spojrzała na mnie z zadowoleniem.
Widzę, że w końcu zapamiętałaś zasady kulturalnego witania się... - uśmiechnęła się. Zignorowałam tą uwagę. Patrzyłam z lekkim zaciekawieniem na Banette wyłaniającą się zza pleców chłopaka.
-Ładna... - szepnęłam.

Touro

Wgapiałem się w ziemię.
Co potrafisz? - zadałem smokowi pytanie - czy moja matka cię nauczyła jakiś ataków?
Potrafię wiele.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę.
Potem zauważyłem,że zawędrowaliśmy naprzeciw jakiejś dziewczyny w wielkiej sukience.
- O, cześć - podszedłem bliżej, z Banette schowaną w środku kaptura i Garchompem u boku - nie przeszkadzam?
- Nie... - szepnęła, czekając chyba na moje kolejne posunięcia.


Aya

Gothitelle poprawiła mi kokardki na sukience i razem poszłyśmy do kuchni. Dobrze, że mam tu domek letniskowy. Nie mogę znieść myśli, że musiałabym spać w tym akademiku... Dusknoir pojawił się z nikąd i postawił na stole pięknie wyglądające potrawy. Ciekawa jestem, gdzie się nauczył gotować... Hydreigon wcisnął się w kont pokoju i zjadał coś co upolował wcześniej. Posiłem spożywaliśmy w ciszy - kulturalnie. 
-Dziękuję... - powiedziałam cicho odnosząc talerz do zmywarki. Zaraz po mnie jeść skończyła Gothitelle.
Może chciałabyś się przewietrzyć? - wytarła mi z policzka kilka okruszków - Poza tym... myślę, że nie tylko tobie by się to przydało... - wskazała na rozbrykanego Zoruę, który zaczynał zaczepiać Gengara. Weavile pociągnęła mnie delikatnie za rękę. 
-No dobrze... - przytaknęłam. I tak całą ekipą poszliśmy wyszliśmy z budynku. Domek letniskowy leżał w lesie, zaraz obok sporego stawu. Do miejsca tego całego zjazu było tylko kilka metrów. Gothitelle rozesłała biały koc na trawie i usiadła. Ja także się przyłączyłam.  Siedziałam myśląc o tym, co teraz robią moi rodzice. Z ciągu myśli wyrwał mnie wrogi ryk Hydreigona. Powoli podniosłam się i pogłaskałam jedną z jego głów.
-Spokojnie... - szepnęłam. Pokemon uspokoił się trochę. Zaczęłam nasłuchiwać tak jak cała szóstka. Ktoś tu się zbliżał. Po chwili wyłoniła się głowa jakiegoś Garchompa. Musiałam mocniej przytrzymać Hdreigona, żeby nie zaatakował. Zaraz potem pojawił się chłopak. Patrzył w ziemię jakby intensywnie nad czymś myślał. Weavile zaraz podbiegła do jego pokemona, ale zatrzymałam ją łapiąc za jej łapkę. Przygałam się dwójce w milczeniu czekając, co się stanie.

Touro

- Śpiąca królewna musi się już wybudzić - popukałem małą w głowę - bo nie zdąży na walki.
Nagle Banette wskoczyła ociężale na moje ramię.
Jak ty wyszłaś?
Nieważne! Patrz co mam! - podsunęła mi pod nos list z czymś małym w środku- I to od kogo!
Przeniosłem jeszcze rozanieloną i śpiącą Me na łóżko, obok Mismagius. Położyła się i znowu zasnęła.
- Tej, a ona będzie tu zalegać? Poza tym - Leaf oderwała Espurra Me od własnej nogi - musi to tu być?
- Jego do pokeballa nie schowasz. -mruknąłem i usiadłem na podłodze, otwierając paczkę - zobaczmy, co mi los przyniósł dzisiaj pod postacią tego listu.
Nadawca:
Angela Gahamoto
...
Angela? To było przecież imię mojej matki...
Witaj, synku!
Przełknąłem ślinę.
Zanim to przeczytasz, będę już martwa. Nakazałam listonoszowi przekazać ci to w roku, gdy będziesz miał siedemnaście lat. Jestem z ciebie dumna, ile przetrwałeś, myślę, że zostałeś wspaniałym trenerem. Nawet w zaświatach będę o tobie myśleć. 
Przekazuję ci mojego podopiecznego, mam nadzieję, że się nim zajmiesz.
Kocham cię 
Mama.

Łza zakręciła mi się w oku.
Mama?
Drżącymi rękoma schowałem list do kieszeni przy sercu.
Listonosz? Jak on mnie tu odnalazł?
Tyle pytań i zero odpowiedzi.
Otwarłem pomniejszonego pokeballa.
Światło rozeszło się po pokoju.
Stworzenie mnie wręcz przydusiło.
Garchomp!?
Próbowałem wstać, ale masywna łapa przyciskała mnie do podłogi.
Kurrrrrdeeeeeee.
Słyszałem piski Leaf.
- Wybacz, przyjacielu, ale poznamy się na dworze - schowałem smoka z powrotem.