sobota, 3 października 2015

Aya

Gothitelle poprawiła mi kokardki na sukience i razem poszłyśmy do kuchni. Dobrze, że mam tu domek letniskowy. Nie mogę znieść myśli, że musiałabym spać w tym akademiku... Dusknoir pojawił się z nikąd i postawił na stole pięknie wyglądające potrawy. Ciekawa jestem, gdzie się nauczył gotować... Hydreigon wcisnął się w kont pokoju i zjadał coś co upolował wcześniej. Posiłem spożywaliśmy w ciszy - kulturalnie. 
-Dziękuję... - powiedziałam cicho odnosząc talerz do zmywarki. Zaraz po mnie jeść skończyła Gothitelle.
Może chciałabyś się przewietrzyć? - wytarła mi z policzka kilka okruszków - Poza tym... myślę, że nie tylko tobie by się to przydało... - wskazała na rozbrykanego Zoruę, który zaczynał zaczepiać Gengara. Weavile pociągnęła mnie delikatnie za rękę. 
-No dobrze... - przytaknęłam. I tak całą ekipą poszliśmy wyszliśmy z budynku. Domek letniskowy leżał w lesie, zaraz obok sporego stawu. Do miejsca tego całego zjazu było tylko kilka metrów. Gothitelle rozesłała biały koc na trawie i usiadła. Ja także się przyłączyłam.  Siedziałam myśląc o tym, co teraz robią moi rodzice. Z ciągu myśli wyrwał mnie wrogi ryk Hydreigona. Powoli podniosłam się i pogłaskałam jedną z jego głów.
-Spokojnie... - szepnęłam. Pokemon uspokoił się trochę. Zaczęłam nasłuchiwać tak jak cała szóstka. Ktoś tu się zbliżał. Po chwili wyłoniła się głowa jakiegoś Garchompa. Musiałam mocniej przytrzymać Hdreigona, żeby nie zaatakował. Zaraz potem pojawił się chłopak. Patrzył w ziemię jakby intensywnie nad czymś myślał. Weavile zaraz podbiegła do jego pokemona, ale zatrzymałam ją łapiąc za jej łapkę. Przygałam się dwójce w milczeniu czekając, co się stanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz