Nagle Banette wskoczyła ociężale na moje ramię.
Jak ty wyszłaś?
Nieważne! Patrz co mam! - podsunęła mi pod nos list z czymś małym w środku- I to od kogo!
Przeniosłem jeszcze rozanieloną i śpiącą Me na łóżko, obok Mismagius. Położyła się i znowu zasnęła.
- Tej, a ona będzie tu zalegać? Poza tym - Leaf oderwała Espurra Me od własnej nogi - musi to tu być?
- Jego do pokeballa nie schowasz. -mruknąłem i usiadłem na podłodze, otwierając paczkę - zobaczmy, co mi los przyniósł dzisiaj pod postacią tego listu.
Nadawca:
Angela Gahamoto
...
Angela? To było przecież imię mojej matki...
Witaj, synku!
Przełknąłem ślinę.
Zanim to przeczytasz, będę już martwa. Nakazałam listonoszowi przekazać ci to w roku, gdy będziesz miał siedemnaście lat. Jestem z ciebie dumna, ile przetrwałeś, myślę, że zostałeś wspaniałym trenerem. Nawet w zaświatach będę o tobie myśleć.
Przekazuję ci mojego podopiecznego, mam nadzieję, że się nim zajmiesz.
Kocham cię
Mama.
Łza zakręciła mi się w oku.
Mama?
Drżącymi rękoma schowałem list do kieszeni przy sercu.
Listonosz? Jak on mnie tu odnalazł?
Tyle pytań i zero odpowiedzi.
Otwarłem pomniejszonego pokeballa.
Światło rozeszło się po pokoju.
Stworzenie mnie wręcz przydusiło.
Garchomp!?
Próbowałem wstać, ale masywna łapa przyciskała mnie do podłogi.
Kurrrrrdeeeeeee.
Słyszałem piski Leaf.
- Wybacz, przyjacielu, ale poznamy się na dworze - schowałem smoka z powrotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz