Spojrzałam znad talerza na dziewczynę, któta usiadła koło mnie. Spheal zapiszczał cicho.
- O, cześć! Jak się miewasz? - zapytała radośnie - ładny ranek dzisiaj mamy, prawda?
- E...my się znamy? - zapytałam zdziwiona - Rozmawiasz ze mną jakbyśmy się znały od kołyski...
- Nie przesadzaj, trzeba poznawać nowych ludzi! - chciała chyba mnie poklepać, ale kochany Gallade wyskoczył z rogu pokoju i zablokował jej ruch.
- Ojeju... - gwałtownie cofnęła rękę - Przepraszam, nie chciałam! - podała mojemu pokemonowi RĘKĘ - Nie chciałam nic jej zrobić! Serio! Tak, z innej beczki, jestem Leaf Green. A ty? - pytanie skierowała do mnie.
- Ja jestem Masamune Hiraijima... Pochodzę z Azurii. - dodałam, dziubiąc kanapkę z serem.
- A ja z Cinnabar... - przysiadła tuż obok mnie - Twój Gallade...on cię pilnuje? W sensie... Nic nikomu nie zrobił jeszcze?
Skinęłam na niego, by usiadł koło nas. Naprawdę, jest inteligentny jak człowiek, a cudem sprawniejszy. Objął mnie ramieniem... Nie było to za wygodne, ale zawsze jakiś przejaw empatii.
- Znaczy... Od kiedy go złapałam razem z jego siostrą Gardevoir, tak się zachowuje... Mi to odpowiada. Jeszcze nikogo nie zabił... A twój Espeon?
- Ha! Najczęściej śpi... Nie ma z niego za wiele pożytku, ale zawsze jakiś jest.. Masz cudnego tego Spheala! Mogę pogłaskać? To jakaś miniaturka? - podniosła mojego kieszonkowego pokemona do góry - Jaki cuuudny!
Straszna z niej gaduła... Ale miła nawet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz