wtorek, 15 września 2015

Me

Delikatnie oddałam pokemona w ręce Touro. Pielęgniarka podeszła do mnie ze spokojniejszą miną niż wcześniej.
-Najlepiej będzie, jeżeli nie będziesz nim walczyć przez jakiś czas - powiedziała.
-Nawet o tym nie myślę! - uśmiechnęłam się. Pielęgniarka popatrzyła na mnie jeszcze trochę i poszła. Patrzyłam na swojego pokeballa. Zacisnęłam mocniej na nim dłoń.
-Wiesz... - zaczęłam - gdybym umiała walczyć, to bym wzięła udział w tych bitwach...
-Ale przecież Espurr nie ma mega ewolucji, prawda? - zapytał.
-Racja... Ale nawet jeżeli jakimś cudem by mi się udało - popatrzyłam w sufit - to chyba bym ci go oddała, nie? - siedzieliśmy dłuższy czas w ciszy. Zerkałam na Banette. Z każdą chwilą patrzyła na mnie co raz gorzej. Chyba zrozumiałam o co jej chodzi.
-Nie musisz tu siedzieć... - powiedziałam do Touro - pójdę sprawdzić gdzie mam pokój - wstałam. Touro wstał za mną.
-Pomóc ci? - zapytał.
-Nie, nie trzeba - uśmiechnęłam się. Nie ładnie się narzucać. Skoro ktoś nie chce mojej obecności, nie musi jej znosić. Ruszyłam w kierunku drzwi. Odwróciłam się przypominając sobie jeszcze jedno.
-Ah, zapomniałabym! Tą wyprawą po jagody też nie musisz się przejmować... - wyszłam. Tak musiało być, prawda? Przecież ktoś, kto nie ma prawa mieć przyjaciół, po prostu nie może ich mieć. Spojrzałam na pokeball'a z Espurrem w środku.
-Co nie, Espurr? - szepnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz