Wypuściłem Onixa.
- Dajesz stary - poklepałem go po boku - Masz świetny węch. Wywęsz mi tu Me.
Na Chandelurze podążałem za kamiennym wężem powoli sunącym przez las. Noc już zapadała, w lesie jest niebezpiecznie.
Onix zatrzymał się i podniósł coś wijącego się do góry.
- Me!? - Wyciągnąłem ręce - Onix dawaj mi ją tu i nie gryź jej przypadkiem - usadziłem lekko trzęsącą się dziewczynę na drugim ramieniu Chandelura.
- Dlaczego uciekłaś? Przecież bym ci pomógł...
- Nie lubisz mnie, twoje pokemony mnie nie lubią... Po co ja tobie? - odwróciła wzrok.
- Ja cię lubię. A nie każdy pokemon określa swojego właściciela. - objąłem ją lekko - Chandelurowi już przeszło, a Banette sobie odsiedzi karę za ten występ...
Uśmiechnęła się lekko. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Cichutko, już dobrze. Nie zrażaj się tym wszystkim i idź dalej, ale ze mną tym razem. Nie sama.
Dolatywaliśmy już do dormitorium. Jak dobrze... Zdrzemnę się w końcu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz