Wgapiałam się w tę jej różową facjatę.
No co ryczysz!?
Nie wiem, co usłyszała, ale to musiała zignorować.
Wbiłam jej pazurek w klatkę piersiową.
Odebrałaś mi obiad!
Gówno, nie zrozumiała.
Rozpięłam sobie pyszczek, pokazując rzędy szpilkowatych zębów j syknęłam wyraźnie.
-ODEBRAŁAŚ MI OBIAD! - aż się wzdrygnęła na dźwięk mojego głosu - JESSTEM ZŁA! - potupałam nóżkami w miejscu.
No, co powiesz, smarkulo jedna?
- Jezu...ale ona ma zęby... - chwyciła mnie delikatnie pod pachy - Nie ugryź mnie, dobra?
- Ona zawsze jest taka władcza. Przyzwyczaj się. - Touro ją uspokajał.
Ech. Co jest, facet, czujesz do niej miętę czy co!?
Ktoś tu jest zazdrosny!
Morda, Fox.
Hehe..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz