Ze słodkiej drzemki na gałęzi drzewa obudziła mnie skacząca po moim brzuchu Banette.
Toru! Touro! Zobacz co znalazłam, jak spałeś!
Wziąłem od niej karteczkę.
- Hmm... wielkie zebranie trenerów? Odbędzie się pojutrze... obecność obowiązkowa... błagam. Na co ja im się mam przydać?
Jesteś trenerem, więc masz się tam stawić.
- Mismagius, błagam. Ja?
Nie pleć głupot. Chandelure!
Cooo? Również zasnąłem... przyjemne popołudniowe słońce dobrze na mnie działa - okręcił się nad gałęzią - gdzie lecimy?
Dajesz, Touro! Czytaj!
- Łe Jezu... Prizmania... kraina kwiatków i perfumów. - popukałem w pokeball Onixa- wstajemy!
Co znowu... - Onix wyleciał z kulki - jak nie jedzenie, to spadam.
Ten znowu o swoim...
Spadaj, szmato! - warknął sarkofag - nie mam najmniejszej ochoty na te marne dyskusje z tobą!
Sugerujesz coś!?
Obydwoje cisza! Nie cierpię jak się kłócicie! - pisnęła Dewgong - Lećmy!
Tak! Trzeba skopać parę zadków! - Aegislashe zakrzyknęli chórem i zrzucili mnie z drzewa - Dalej, dalej!
Chandelure podleciał szybko i usadził mnie na swoim ramieniu.
Uważajcie trochę...
Cieszę się, że znalazłem ten kamień wzrostu. Przynajmniej mój Chandelure może mi służyć jako pojazd.
Wyruszyliśmy w drogę. Zostawiłem Banette na ramieniu i Chandelure'a pod sobą, a resztę kompanii schowałem do pokeballi. Nikt nie musi widzieć całego mojego arsenału.
Po całym dniu lotu puściłem pokemony wolno, by najadły się podczas polowania, ja w tym czasie byłem chroniony przez Spiritomba, który nie potrzebuje posiłków. Po jakiejś godzinie była zbiórka i dalsza podróż. Zauważyłem w oddali wieżowce Prizmanii.
- Jesteśmy juź blisko!- zakrzyknąłem - Nowe dusze, przybywamy!
Chandelure przyspieszył tempo lotu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz