Przebudziłam się. Słońce powoli zachodziło. Zsuwając się z łóżka udałam się w stronę łazienki. Po szybciuteńkim prysznicu założyłam na siebie długą, różową koszulę nocną w białe kropki. Rozpuściłam swoje dwa kręcone kucyki.
-No to teraz lulu na serio! - krzyknęłam. W pokoju nie było Espurra, a okno było otwarte na oścież. Rozejrzałam się uważnie. W kącie siedział pół przytomny Espurr, atakowany trującym żądłem Weedle'a.
-ROBAL! -pisnęłam - fujfujfujfujfuj! - złapałam małego włamywacza i wyrzuciłam przez okno, którym wlazł. Delikatnie chwyciłam Espurra i w pidżamie, zakładając pospiesznie tylko szalik pobiegłam do centrum. Kolejka była strasznie długa, a Espurr oddychał co raz ciężej. Zaczęłam skakć, chcąc zobaczyć coś za wysokimi ludźmi. Niech ktoś nam pomoże...
środa, 16 września 2015
Me
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz