poniedziałek, 9 listopada 2015

Touro

Co to, to nie. Jakieś obce pokemony nie będą mi wygadywać, że się wgapiam w ich właścicielkę...co aktualnie też robię.
Postanowiłem polecieć na Chandelurze na sale walk, by się poprzyglądać kolejnej z koleżanek, tym razem starszej.
Nie wiem, czy to zboczenie, czy co, ale lubię się gapić na jej ruchy podczas walki.
Masamune aktualnie zakończyła zwycięstwem walkę z jakimś lalusiowatym blondynem i usiadła na najniższej ławie widowni, prawie kompletnie pustej.
- Ładnie ci poszło - wskoczyłem tuż obok niej.
Zdziwiona, spojrzała się na mnie.
- A ty tu skąd? - zapytała się, mierząc mnie wzrokiem.
- A...popatrzeć przyszedłem, żeby ocenić swoich przeciwników. - spojrzałem na jej lekko różową twarz.
- B-będziesz się tak gapił? - spojrzała w lewo - dziwnie się czuję...
- Ja też - podrapałem Banette siedzącą mi w kapturze.

Gothutelle bo admin pozwala :v

Siedząc przy stole cały czas obserwowałam dwójkę gości. Szczególną uwagę zwracałam na chłopaka, który nie spuszczał oczu z Ayi.
-Ekhem... - chrząknęłam.
-Słucham? - przeniósł wzrok w moją stronę. Dusknoir i Gengar najwyraźniej też zorientowali się o co chodzi.
-Panienka coś ci zrobiła, że się w nią tak wpatrujesz? - Dusknoir zapytał oschle, ale jednocześnie uprzejmie.
- Po prostu mi się podoba - westchnął - nie będę kłamać, dobrze?
-Jednak zdajesz sobie sprawę, że ona ma dopiero dwanaście lat, a ty... - Gengar zmierzył chłopaka wzrokiem.
- Pozostawię to samemu sobie. - zmrużył oczy - niestety, muszę was wszystkich zostawić, turniej na mnie nie poczeka.
Nagle usłyszeliśmy brzdęk sztućca.
-Gothitelle... - usłyszałam cichy głos Ayi - My także musimy się zbierać... - po chwili zastanowienia się znów spojrzała na gości - odprowadzić was?
- Ja nie skorzystam z tej przyjemności - wycelował we mnie pocisk - muszę się pospieszyć. - ukłonił się lekko i dokończył w myślach - wyborny obiad.
Chłopak wyszedł, a za nim pobiegła dziewczyna prosząca o to żeby na nią poczekał.
-Hm... Mili ludzie... - Aya uśmiechnęła się lekko.

Touro

Jak ja nie lubię robić czegoś na siłę.
Garchomp, to tu? - wskazałem na domek na polanie - na 100%?
Tak.
Skoro tak się sprawy mają...
- Idziesz pierwsza - postawiłem Me przed drzwiami - ty mnie tu zaciągnęłaś.
-Ee? - dziewczyna pobladła - No weź chodź ze mną... ;-;
- Wejdę do środka, ale za wtargnięcie przepraszasz ty. - Banette wtuliła się w środek mojego kaptura.
-Oke!  - zastanowiła się chwilę - no to na co czekasz? Pukaj! - zrobiła "zachęcający" gest ręką w stronę drzwi.
Zapukałem. Usłyszałem kroki i ciche:"kto tam?"
- Touro i Me - mruknąłem.
Odkluczanie zamka.
-Potrzebujecie czegoś? - zza drzwi wyłoniła się Gothitelle, a za nią dziewczynka z grobową miną.
Odsłoniłem Me chowającą się za moimi plecami.
- Mów - powiedziałem sucho.
Me zaczęła panikować miętoląc swoją sukienkę.
-No bo... - spuściła wzrok w dół i nie wiem po kiego grzyba zamiast sukienki zaczęła miętolić moją bluzę - ja to bym chciała... czy ten... no...  - z każdą chwilą jej głos stawał się co raz cichszy mogłybyśmy się... - nieśmiało spojrzała na dziewczynkę - zakolegować...
Stałem z twarzą pokerzysty.
Ciekawe, jak tamta zareaguje.
Aya otworzyła drzwi szerzej.
-Wejdźcie... Dusknoir właśnie przygotowywuje obiad... - szepnęła jakby z ledwie wyczuwalnym zadowoleniem.
Popchnąłem Me lekko do przodu.
Przechodząc obok Ayi poczułem delikatny zapach jej perfum.
Gdy zasiedliśmy do stołu, rzuciłem prosto z mostu.
- Ładnie pachniesz - spojrzałem na Ayę i poczułem jak się czerwienię.
-Niestety o tobie nie mogę powiedzieć tego samego... - powiedziała oschle.
- To przez Banette - wyjąłem oburzonego pokemona z kaptura - ciągle czuć od niej wosk i kadzidło...
-Ach... rozumiem - w jej tonie było słychać coś w rodzaju "ta, patrz bo uwierzę". Zauważyłem, że cały czas przyglądała się Me, której uśmiech nie schodził z twarzy.

Me

Złapałam Touro za rękę i prowadziłam go ślad w ślad za pokemonem.
- Nie śpiesz się tak, mamy trzy godziny... - mruknął jakiś taki nieswój.
-Ale ja chcę się zapoznać z tą dziewczyną!  - złapałam go za drugą rękę żeby ciągnąć go skuteczniej - no choooodź...

Touro

- Czemu nie - uśmiechnąłem się zawadiacko - walki mamy umówione dopiero za trzy godziny - chwyciłem pokeballa z garchompem - pomożesz nam?
Po wypuszczeniu smok mruknął coś i zaczął się rozglądać. Oj będzie się działo.

niedziela, 18 października 2015

Me

-Nie patrz w górę bo coś ci na głowę narobi! - pisnęłam - zawsze tak jest! Touro spojrzał na mnie bez słowa.
-Hej - zaczęłam nową myśl - idziemy za nią? - pociągnęłam błagalnie chłopaka za rękaw.

wtorek, 13 października 2015

Touro

Nie wiedziałem, czy biec za tamtą nową, czy zostać z Me. Wybrałem opcję nr 2.
- Ale...czy to prawda? - zapytała się mnie - Co ja robię źle?
Westchnąłem i położyłem jej ręce na barkach.
- Widzisz, są różne typy ludzi, na dodatek każdy ma inne zdanie, tak jak każdy ma swoje dwie ręce. - spojrzałem w niebo - gdyby wszyscy byli tacy sami, to na świecie byłoby nudno...

sobota, 3 października 2015

Aya

Uśmiech szybko zszedł mi z twarzy. Podniosłam rękę i szybko opuściłam sprawiając, że jeden z łańców zawiesił się na szyi Weavile. Szarpnęłam mocniej przez co pokemon leżąc na ziemi przyczołgał się do mnie jak kundel na smyczy. Spojrzałam na nią pusto. Pokemon podniósł się z ziemi i skłonił się na znak przeprosin po czym posłusznie wrócił do pokeball'a.
-Przepraszam za nią... - szepnęłam - walki pokemonów... to dzisiaj, tak? - zapytałam.
-No dzisiaj. Bierzesz udział? - chłopak spojrzał na mnie, jakby to co zrobiłam wcześniej było dziwne.
-Chyba tak... - zagłuszył mnie czyjś śmiech.
-TOOOOOUROOOOOO! - w naszą stronę zaczęła biec jakaś dziewczyna. Była tyko trochę wyższa ode mnie. Cały czas kręciła się wokół chłopaka radośnie się śmiejąc. Skąd w niej tyle radości?
-Cześć! Me jestem! - podała mi dłoń.
-Aya... miło mi... - wyszeptałam.
-Touro! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że idziesz na randkę, hm? Pomogłabym ci się jakoś przygotować no! Zobacz, ona wygląda jak lalka z porcelany, a ty co? A idź ty! A i wesz co? Ja to sobie pomyślałam, że chyba nie będę brać udziału w turnieju. Zrobię to za rok! Tak, tak! Ten zjazd będzie też za rok! I potem znooowu i znooowu! Wtedy to już będę bardzo dobra w walkach! Zobaczysz! - dziewczyna cały czas się śmiała. To dziwne. Mam wrażenie, że jej zachowanie trochę mnie fascynuje...
-Hej... - szepnęłam - może chcesz zawalczyć? - zapytałam Me.
-O! Okej! - wykrzyknęła pełna entuzjazmu. Wyszło na to, że wygrałam. I to bardzo szybko. Jest dopiero początkująca, ale widać, że nigdy nie będzie silnym trenerem.
-Ehehe... nic się nie stało, staraliście się... - powiedziała do swoich pokemonów.
-Marnujesz je... - szepnęłam. Dwójka spojrzała na mnie z lekkim nie zrozumieniem.
-Marnuję? - w końcu zapytała.
-Tak... Nie wykorzystujesz ich potencjału... Poza tym, chwalisz je za to, co robią źle... Jak ty chcesz je wytrenować? Sprawiasz, że porażka nie jest dla nich niczym złym, przez co przestają starać się o wygraną... - oddaliłam się bez słowa w kierunku domu.
Znów to zrobiłaś... Co tym razem ci nie pasowało? - Gothitelle szybko mnie dogoniła.
-Wszystko... - szepnęłam.

Le Garchomp (admun może)


Siedziałem sobie spokojnie, gdy wślizgnęła się na mnje jakaś... Em małpka?
Hejo! 
No cześć... Możesz łaskawie ze mnie zejść?
Nie! 
Zaczęła mi dotykać błony.
Łaskocze, przestań!
Śmiała się, gdy odprawiałem jakieś dziwne tańce by ją zrzucić.
Yaaaay! Rodeo!
Złaźże ze mnie!
Zrzuciłem ją i zacząłem uciekać. Nie cierpię łaskotek.
Nagle zdałem sobie sprawę, że Touro i ta druga się na mnie gapią.
I śmieją.

Aya

-Tak jakby... - zaczęłam kaszleć. Nie mogę rozmawiać. Moje gardło nie jest do tego dostosowane. Spojrzałam prosząco na Gothitelle. Zrozumiała w czym rzecz.
Rodzice Ayi wiecznie podróżują więc nie odczuwa przywiązania do żadnego miejsca - pogłaskała mnie po głowie. Nagle znieruchomiała . Spojrzałam z zaciekawieniem na jej twarz. Była... zszokowana?
-Co żeś jej zrobił... - szepnęłam zachrypniętym głosikiem.
-Ja? Nic - wzruszył ramionami. Zaczęłam analizować co się tu wydarzyło. Ze wszystkich opcji "ta"  była najbardziej prawdopodobna ale... to chyba nie realne, prawda?
-Ty... umiesz rozmawiać telepatycznie z pokemonami? - zapytałam niepewnie.
-Tak - powiedział jakby to było coś normalnego. Doprawdy interesujące...

Touro

- Miło poznać, ma'am. Jestem Touro Gahamoto, a to moja kochana Banette. - pokemon wślizgnął się na moje ramię.
- Mi też jest mi-ło - szara kukiełka użyła swojego łamiącego się, skrzekliwego głosu - Dzię-ku-ję.- ponownie zapięła zameczek,  chowając ostre ząbki. Jakimś dziwnym trafem ja też na ustach mam ten żółty zamek, ale nigdy go nie zapinam... Tylko do snu.
- O! Ona potrafi mówić? - Aya podniosła Banette do góry, ale się opanowała i odłożyła mi z powrotem na ręce - bardzo interesujące...
- Sporadycznie się odezwie, woli telepatię - słyszałem, jak Garchomp siada na ziemi - poza tym, witaj w klubie ubierających się jak własni ulubieńcy, jeśli mogę tak nazwać twoją koleżankę - zmierzyłem wzrokiem ją i jej Gothiatelle.
Zaśmiała się nerwowo.
- Tak...rzeczywiście... Jesteśmy podobne... Zresztą wy też! - pociągnęła lekko za moje 'uszka' na kapturze - sam szyłeś?
- Tak... Nie widziałem cię wcześniej na sali, ani podczas wczorajszych wystaw... Jesteś tutejsza? - zapytałem.

Aya

Machnęłam ręką wykonując dłonią kilka zwinnych ruchów. Wszystkie pokemony oprócz Gothitelle schowały się do pokeball'i.
-Aya Yokoyama... Miło mi... - dygnęłam lekko. Gothitelle także się ukłoniła, po czym spojrzała na mnie z zadowoleniem.
Widzę, że w końcu zapamiętałaś zasady kulturalnego witania się... - uśmiechnęła się. Zignorowałam tą uwagę. Patrzyłam z lekkim zaciekawieniem na Banette wyłaniającą się zza pleców chłopaka.
-Ładna... - szepnęłam.

Touro

Wgapiałem się w ziemię.
Co potrafisz? - zadałem smokowi pytanie - czy moja matka cię nauczyła jakiś ataków?
Potrafię wiele.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę.
Potem zauważyłem,że zawędrowaliśmy naprzeciw jakiejś dziewczyny w wielkiej sukience.
- O, cześć - podszedłem bliżej, z Banette schowaną w środku kaptura i Garchompem u boku - nie przeszkadzam?
- Nie... - szepnęła, czekając chyba na moje kolejne posunięcia.


Aya

Gothitelle poprawiła mi kokardki na sukience i razem poszłyśmy do kuchni. Dobrze, że mam tu domek letniskowy. Nie mogę znieść myśli, że musiałabym spać w tym akademiku... Dusknoir pojawił się z nikąd i postawił na stole pięknie wyglądające potrawy. Ciekawa jestem, gdzie się nauczył gotować... Hydreigon wcisnął się w kont pokoju i zjadał coś co upolował wcześniej. Posiłem spożywaliśmy w ciszy - kulturalnie. 
-Dziękuję... - powiedziałam cicho odnosząc talerz do zmywarki. Zaraz po mnie jeść skończyła Gothitelle.
Może chciałabyś się przewietrzyć? - wytarła mi z policzka kilka okruszków - Poza tym... myślę, że nie tylko tobie by się to przydało... - wskazała na rozbrykanego Zoruę, który zaczynał zaczepiać Gengara. Weavile pociągnęła mnie delikatnie za rękę. 
-No dobrze... - przytaknęłam. I tak całą ekipą poszliśmy wyszliśmy z budynku. Domek letniskowy leżał w lesie, zaraz obok sporego stawu. Do miejsca tego całego zjazu było tylko kilka metrów. Gothitelle rozesłała biały koc na trawie i usiadła. Ja także się przyłączyłam.  Siedziałam myśląc o tym, co teraz robią moi rodzice. Z ciągu myśli wyrwał mnie wrogi ryk Hydreigona. Powoli podniosłam się i pogłaskałam jedną z jego głów.
-Spokojnie... - szepnęłam. Pokemon uspokoił się trochę. Zaczęłam nasłuchiwać tak jak cała szóstka. Ktoś tu się zbliżał. Po chwili wyłoniła się głowa jakiegoś Garchompa. Musiałam mocniej przytrzymać Hdreigona, żeby nie zaatakował. Zaraz potem pojawił się chłopak. Patrzył w ziemię jakby intensywnie nad czymś myślał. Weavile zaraz podbiegła do jego pokemona, ale zatrzymałam ją łapiąc za jej łapkę. Przygałam się dwójce w milczeniu czekając, co się stanie.

Touro

- Śpiąca królewna musi się już wybudzić - popukałem małą w głowę - bo nie zdąży na walki.
Nagle Banette wskoczyła ociężale na moje ramię.
Jak ty wyszłaś?
Nieważne! Patrz co mam! - podsunęła mi pod nos list z czymś małym w środku- I to od kogo!
Przeniosłem jeszcze rozanieloną i śpiącą Me na łóżko, obok Mismagius. Położyła się i znowu zasnęła.
- Tej, a ona będzie tu zalegać? Poza tym - Leaf oderwała Espurra Me od własnej nogi - musi to tu być?
- Jego do pokeballa nie schowasz. -mruknąłem i usiadłem na podłodze, otwierając paczkę - zobaczmy, co mi los przyniósł dzisiaj pod postacią tego listu.
Nadawca:
Angela Gahamoto
...
Angela? To było przecież imię mojej matki...
Witaj, synku!
Przełknąłem ślinę.
Zanim to przeczytasz, będę już martwa. Nakazałam listonoszowi przekazać ci to w roku, gdy będziesz miał siedemnaście lat. Jestem z ciebie dumna, ile przetrwałeś, myślę, że zostałeś wspaniałym trenerem. Nawet w zaświatach będę o tobie myśleć. 
Przekazuję ci mojego podopiecznego, mam nadzieję, że się nim zajmiesz.
Kocham cię 
Mama.

Łza zakręciła mi się w oku.
Mama?
Drżącymi rękoma schowałem list do kieszeni przy sercu.
Listonosz? Jak on mnie tu odnalazł?
Tyle pytań i zero odpowiedzi.
Otwarłem pomniejszonego pokeballa.
Światło rozeszło się po pokoju.
Stworzenie mnie wręcz przydusiło.
Garchomp!?
Próbowałem wstać, ale masywna łapa przyciskała mnie do podłogi.
Kurrrrrdeeeeeee.
Słyszałem piski Leaf.
- Wybacz, przyjacielu, ale poznamy się na dworze - schowałem smoka z powrotem.

poniedziałek, 28 września 2015

Me

-Ale... moja współlokatorka jest złaaaa... - jęknęłam i wtuliłam się w Touro - ciepłoo... - zaczęłam przysypiać na stojąco. Czy spanie na stojąco jest możliwe? W sumie to tak jakby spać w łóżku postawionym pionowo. Chciałabym kiedyś spać na drzewie... Tak głową w dół... To by było ciekawe...
Z myśli wyrwało mnie pukanie w głowę. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam w górę. Chyba dalej stałam w drzwiach bo tylko tu jest ten nieprzyjemny przeciąg...

Touro

Za nim zdążyłem się podnieść Leaf otwarła drzwi jeszcze chyba śpiącej Me.
- Tourooo... - ziewnęła - Pokedex!
Chwyciłem od niej czerwone urządzenie i przyjrzałem się.
- Me, wiesz, chyba założyłaś bluzkę tył na przód - obróciłem ją jak szmacianą lalką - przecież metka jest zwykle z tyłu, nie na krtani - poklepałem ją po głowie - idźże spać.

niedziela, 27 września 2015

Me

Leżałam twarzą do podłogi. Nie dałam już rady spać. Nagle sobie przypomniałam o pokedex'ie. Szybko złapałam za komputerek i wybiegłam.  Byłam już w połowie drogi kiedy zaczęłam biec do tyłu.
-Pidżama!  - krzyknęłam wparowywując spowrotem do pokoju. Błyskawicznie się przebrałam i tym razem ubrana jak trzeba zapukałam grzecznie do drzwi Touro.

Masamune

Próbowałam pozbyć się tej pluskwy z siebie i przy okazji nie zadać sobie bólu.
- No weź się odczep - próbowałam odepchnąć tę pijawkę - Jakby ktoś nas zobaczył - Gallade postanowił mi pomóc - kobieto no!
W końcu zrzuciliśmy ją z łóżka.
Ufff.

sobota, 26 września 2015

Me

Powoli otwierałam oczy. Nie wiem jakim cudem, ale znalazłam się w łóżku pomiędzy moją współlokatorką, a jej pokemonem. Usiadłam przecierając zaklejone oczy.
-Co jest ku*wa?! - dziewczyna wrzasnęła. Oklapłam ciężko spowrotem na pościel i wtuliłam się w jej... no wiecie...
-Ciepło... - szepnęłam i znów zaczęłam przysypiać. Z każdą próbą ucieczki zaczynałam przytulać się do jej ciepłego ciała mocniej.
-Ciepło... jak kocyk... - szepnęłam znowu.

Masamune

Nie wiem, czym ją ten chłopak napoił, ale to chyba miało etykietkę "nie jeżdżę po alkoholu".
Przykryłam się kołdrą, Gallade przysiadł obok.
Zamknęłam oczy dość szybko. Ale...
- Weźmiesz schowasz te swoje pokemony? - odepchnęłam orłopodobną papugę obwąchującą mnie jak pies -  Halo!?
- Co...?Jak...? Gdzieee? - ziewnęła i zasnęła z powrotem.
Kurde.

piątek, 25 września 2015

Me

Byłam potwornie zmęczona. Weszłam do pokoju w pół śpiąca. Uderzyłam w kogoś.
-Eheh... Przepraszam panaaaa... - ziewnęłam.
-Co ty, upiłaś się? - usłyszałam głos mojej współlokatorki - taka uradowana i ledwo na nogach się trzymasz...
-Co..? - próbowałam zrozumieć co mówi - nie, nie... ja... spać...  - poczułam ocierające się o mnie pierzaste skrzydła. Hawlucha i reszta moich nowych przyjaciół próbowali skierować mnie na łóżko. Zanim mi się udało zaliczyłam kilka uderzeń w ścianę. W końcu Espurr podniósł mnie mentalnie i położył mnie w łóżku.
-Dobranoooooc~ - powiedziałam i usnęłam z pokedex'em w ręku... Jutro go oddam...

czwartek, 24 września 2015

Touro

Ostatecznie Delfox wygrał. Ale Me szło dobrze.
Schowałem lekko zmachanego lisa do pokeballa.
- Nieźle ci poszło. Jeszcze ze dwie walki i będziesz świetna.-poklepałem dziewczynę po głowie - Czas już wracać. Trenowaliśmy strasznie długo i zapadła noc.
Kiwnęła głową i oboje powróciliśmy do swoich pokojów.
Leaf leżała na swoim łóżku.
Wypuściłem Banette. Cicho wskoczyła na moje pięterko, nic nie pisnęła... Nic. Niepodobne do niej.
- Cześć - powiedziałem półgłosem. Nie chciałem zapalać światła, przecież może już śpi...
Przykucnąłem bardzo blisko niej. Pachniała świeżo, pewnie po kąpieli była.
Przyglądałem się jej spokojnej twarzy przez chwilę i wdrapałem się w samych bokserkach na górę.
Bardzo zły jesteś?
A jak sądzisz.
Zamilkła.
Przytuliłem jej ciepłe ciałko do swojej szyi i zasnąłem.

wtorek, 22 września 2015

Me

Zajrzałam ostatni raz do pokedex'a, by wyuczyć się wszystkich ataków.
-Okej, Karate Chomp! Unik! Wing Attack! - zaczęłam działać dwa razy szybciej. Mam wyrobiony nawyk obserwacji. Lubię obserwować innych. Zauważyłam, że Delphox szykuje się do wyskoku.
-Nad Delphoxa i Arieal Ace! - Hawlucha pojawił się błyskawicznie nad lisem i przeszedł do ataku. Trochę zmachałam się tym krzykiem...

Touro Cichy Tak

Delfox zrobił unik.
Nieźle jak na takiego świeżaka. - lis mruknął do mnie - Ale musi przestać korzystać z tego gadającego pudełka i myśleć sama.
No cóż... Overheat!
Kolejny ognisty atak poleciał na Hawluche. Nie uniknął.
- Za wolno. - mruknąłem do Me - SZYBCIEJ!

Me

-Gotowa? - Touro zajął miejsce po drugiej stronie hali.
-Ta jes! - krzyknęłam. Chłopak nieznacznie skinął ręką, a Delphox wykonał ruch. Wystartowały kule ognia.
-Lewo! Prawo! Lewo! DRUGIE LEWO! - zaczęłam kierować pokemonem.
-Teraz ty - usłyszałam głos chłopaka. Machnęłam ręką tak jak on. Nic. Machnęłam mocniej. Zero reakcji. W końcu zaczęłam się machać co przypominało jakiś taniec deszczu. Nic, a nic. Hawulcha patrzył na mnie niepewnie.
-Jak mam atakować..? - szepnęłam do pokedexa. Dyskretnie wysłuchałam podpowiedzi. Sensei chyba musi być na jakimś innym poziomie trenerstwa, że nie musi mówić co mają robić!
-No to... WING ATTACK! - zasłoniłam oczy bojąc się efektu.

Touro

- Hawlucha. - orli pokemon zwrócił łeb w moją stronę - słuchaj się jej. Wytrzymasz, jest po prostu lekko niedoświadczona.
Skinął łbem i obszedł dookoła Me.
- Chyba cię lubi - odbezpieczyłem Delfoxa -powalczysz z nią? Ale bądź delikatny.
Tiaaaa... Okej.
- Me! Masz tu mój pokedex, zadawaj mu pytania, o co chcesz. Ma wyszukiwarkę internetową i inne takie. Ataki Hawluchy też ma.-podałem jej czerwone urządzenie - ale nie zgub.

Me

Słuchałam wszystkiego dokładnie, ale jakoś tak wyszło, że w drodze do sali połowa mi wypadła z głowy. Touro to bardzo dobry człowiek. Żeby pożyczać swoje pokemony komuś tak niedoświadczonemu! Nagle z jednego pokeball'a wyskoczył pokemon. Był tylko troszkę niższy ode mnie. Patrzyliśmy na siebie w ciszy i nawet nie mrugaliśmy. W końcu ten wydał z siebie coś w rodzaju skrzeku powodując, że automatycznie się cofnęłam.
Spojrzałam na Touro.
- To jest ten... Ha... Hawhu... Hawul... - nie umiałam tego wymówić.

Touro

Kupiłem jej te soczki.
Podszedłem do stolika.
- To jak? Będziesz startować w walkach? - ugryzłem hamburgera.
- Mam za mało pokemonów... Znaczy, Snubbul i Espurr nie są najsilniejsi...
Zamyśliłem się.
- Mam w boxie chyba ze dwa pokemony... Prawdę mówiąc nieużywane. Mogę ci je dać, jeśli chcesz.
Wytrzeszczyła oczy.
- Serio!? Ojejkujejkujejku! Wystartuję w zawodach! - pisnęła podrzucając dwa stworzonka w górę - YAAAAY!
Po zjedzeniu małego conieco poszliśmy do Centrum Pokemon.
- Chciałbym przetransportować Hawluche oraz Flaaffy'ego z Centrum Pokemon w Parmanii, z nazwiska Gahamoto. - powiedziałem rudowłosej przy ladzie.
Po chwili przyniosła dwa pokeballe.
Ach, ta technologia.
- Przepraszam, na której ulicy jest sala treningowa? - Me nagle się odezwała - muszę poćwiczyć - uwiesiła się na ladzie - Hmmm?
Rudowłosa lekko się zdziwiła szybką reakcją małej.
- Jest blisko Rynku... To duży budynek i dość charakterystyczny. Sami się zorientujecie. - poszła na zaplecze.
Skierowaliśmy się teraz na salę treningową.
Wyjąłem mojego pokedexa.
Jeszcze działa?
- Pokedex, opisz Hawluche i Flaaffy'ego - powiedziałem głośno do urządzenia - A ty, słuchaj. - zwróciłem się cicho do Me.

Me

-Wezmę to! - wskazałam na obrazek.
-Soczek?
-Soczek.
-Tylko?
-Tylko.
-Weź coś jeszcze -Touro pokazał mi różne sałatki i ciasta.
-Ale soczek jest najtańszy! Nie chcę cię ogołocić z pieniędzy! ... A tak w ogóle... myślisz, że istnieje pokemon atakujący pieniędzmi? - zaczęłam sobie wyobrażać jak mógłby wyglądać.
-No weź coś jeszcze, bo z głodu zemrzesz... - mruknął. Po chwili namysłu walnęłam rękami w stół.
-To ja wezmę... DWA SOCZKI! - powiedziałam zadowolona ze swojego genialnego pomysłu. Chłopak westchnął i poszedł zamawiać. Otoczyłam się swoimi pokemonami. Teraz, kiedy mam Snubbul'a mogłabym wystartować w turnieju. Ale z jednym walczącym pokemonem daleko nie zajdę... Poza tym, słaba ze mnie trenerka... Nadymałam buzię i siedziałam obrażona na siebie.

Leaf

Ciasto. Hmm. Lubię ciasto.
Weszłam do pokoju i po chwili się rozmyśliłam. Chari jest duży, więc mógłby nie odstać. No i Lapi.
Strasznie oryginalne te nazwy.
Na podwórku dalej kręciło się dużo ludzi, podekscytowanych bardziej lub mniej. No tak. Jutro pierwszy etap walk.
Pobiegłam dalej.
Wreszcie znalazłam jakieś spokojniejsze miejsce. Powoli zaczęliśmy jeść. Nie wypuściłam wszystkich na raz, nie byłam tak głupia.
Może znaleźć inne?

Touro/Masamune

~~Touro~~
- No już nie kładź się tak na mnie - uśmiechnąłem się - Chodźmy coś zjeść, głodny jestem!
 Podeszliśmy pod jakiś bar.
Przegrzebałem kieszenie.
Trzydzieści. Starczy, co?
- Więc, co wybierasz? - pokazałem jej menu.
~~Masamune~~
Wypuściłam podopiecznych z pokeballi.
Wszyscy zajadali się ciastem.
- Dobra! Teraz czas wracać z powrotem! - kliknęłam na okrągłe, srebrne przyciski - Baj baj!
Wszyscy poznikali, został tylko Gallade ze Sphealem śpiącym mi na kolanach.
Westchnęłam.
- Nie wydaje ci się, że moja współlokatorka jest lekko dziwna? - rzuciłam w przestrzeń, głaszcząc okrągłą fokę - Szkoda, że nie możesz mi odpowiedzieć...

poniedziałek, 21 września 2015

Me

Wstałam z ławki i poklepałam Touro po głowie.
-Klep, klep! - szepnęłam - chyba oboje mieliśmy coś nie tak z ojcami - zaśmiałam się lekko. Miałam wrażenie, że atmosfera jakby lekko się zmieniła. Nie było już tak wesoło. To raczej... melancholijne uczucie. Znów zaburczało mi w brzuchu.
-Ja... Musieć... Jeść... Móóoóózgiiiii! - zaczęłam łazić jak zombie na prawo i lewo strasząc ludzi. Co raz zerkałam na Touro, by sprawdzić czy poprawił mu się humor. Wspięłam się na ławkę, na której wciąż siedział i szybciutko ściągnęłam kaptur z jego głowy, ale on jeszcze szybciej go założył. Opadłam udając martwą na jego kolana i próbowałam nie oddychać.
-Touro... Muszę ci coś powiedzieć przed moją śmiercią... - szepnęłam - pochyl się... - chłopak zrobił o co prosiłam. Podniosłam się lekko i szepnęłam mu do ucha:
-Chyba zapomniałam kasy... - a następnie jęknęłam jak postacie w filmach, które umierają śmiercią tragiczną. Z ciekawości otworzyłam jedno oko z nadzieją, że udało mi się go chociaż trochę rozbawić.

Touro

No... Przy Pokemon Tower? To jest w...Lavender Town.
Przeszedł mnie lekki dreszcz. Znałem historię tego miejsca i nadnaturalne rzeczy, jakie się tam działy...
- 10 lat? To strasznie długo... - również spojrzałem w niebo.
Przelatywał nad nami Ho-oh. Nieuchwytny legendarny pokemon... Po co mi taki? Mam swoją małą ekipę.
- Wiesz, ja uciekłem z domu, gdy byłem lekko starszy od ciebie... Miałem trójkę rodzeństwa i jakoś tak ojczym się uwziął akurat na mnie... Uciekłem z Banette do lasu i tam zostałem. Nie musiałem się nikim opiekować... - moje ramię automatycznie objęło drobne plecki Me.

niedziela, 20 września 2015

Me

Radośnie szłam przez miasto z Touro, trzymając oba pokemony w ramionach. Nagle się zatrzymałam.
-Co jest? - chłopak cofną się kilka kroków.
-Czy jeśli to się skończy... to każdy pójdzie w swoją stronę? - zlękłam się - nie chcę znów mieszkać sama! - pisnęłam.
-Mieszkasz sama? - zapytał,
-No jakoś tak wyszło... Ale to nie tak, że to wina rodziców! - podskoczyłam. Touro chyba nie bardzo mnie zrozumiał. Pociągnęłam go za sobą na najbliższą ławkę i zaczęłam wszystko od początku.
-A więc - odłożyłam pokemony na ławkę - jak się urodziłam to mama zachorowała. Tata mnie nie chciał więc gdzieś uciekł - zastanowiłam się chwilę - chyba nawet nie wiem kto to jest..? Mamusia była chora na nieuleczalną chorobę i ciągle musiała leżeć w łóżku, więc jej gotowałam. Sąsiedzi mówili, że to przeze mnie mama była chora, ale ona mówiła, że nie ma w tym mojej winy. Gdy miałam pięć lat znalazłam jajko, w którym siedział Espurr. Zdziwiłam się bardzo, ponieważ leżało przy Pokemon Tower. Ciekawe, kto je tam zostawił... Ojej! Zaczynam odbiegać od tematu! Wracając do rzeczy. Mama powiedziała, że skoro znalazłam już sobie nowego przyjaciela, może być o mnie spokojna. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, ale na następny dzień mama umarła. Wszyscy mówili, że jestem nawiedzona i ją zabiłam, ale czułam, że mamusia jest gdzieś przy mnie i mówi żebym się tym nie martwiła. Na pogrzebie wszyscy płakali. Wszyscy, oprócz mnie. Nie mogłam płakać, coś kazało mi się uśmiechać. Wiedziałam, że mama nie byłaby zadowolona z mojego płaczu. W taki oto sposób dostałam miano "psychopatycznej dziwaczki, która cieszy się ze śmierci matki" - zaśmiałam  się i popatrzyłam w niebo - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to już dziesięć lat...

Touro

- Ehe - odkaszlnąłem - Miło... Też cię...em...lubię - spojrzałem znowu na to szpetne różoworyje nieboskie stworzenie, będące najpewniej wypierdkiem krzyżówki buldoga i królika giganta -  Me, wiesz co... Lepiej schowaj tego 'słodziaka' do pokeballa, żeby się nie zmęczył za bardzo, a my pójdziemy coś przekąsić w barze, ale nie w tym. Kupimy coś lepszego... - objąłem ją ramieniem i obróciłem w przeciwną stronę - Onix, wracaj.
Wąż posłusznie wykonał polecenie i zniknął w kulce, a my pomaszerowaliśmy w miasto.

Me

Pocałowałam pokeball'a z moim nowym pokemonem.
-Chcę ją wypróbować!  - krzyknęłam. Mój głos zagłuszyło burczenie.
-Pokemon?! - zaczęłam się rozglądać. Touro się zaśmiał.
-Nie, twój brzuch! - wskazał na mój żołądek. Faktycznie, tak byłam zajęta pieczeniem, że nic nie zjadłam. Nie chciałam wracać. Dobrze mi tu było.
-Ale ja chcę zawalczyć! - jęknęłam - nie jestem głodna! - dopadłam chłopaka i zaczęłam szukać pokeballi po jego kieszeniach.
-P-przestań! To łaskocze! - zaczął się drzeć i śmiać na całe gardło. W końcu udało mi się znaleźć jednego w pasku pod bluzą. Rzuciłam go kilka metrów dalej. Wyskoczył Onix.
-Łooo! Onix! - wykrzyknęłam radośnie. Szybko zapomniałam o walce i zaczęłam wspinać się na pokemona. Wlazłam dosyć szybko.
-Aaaaale widok! - zawiesiłam ręce na rogu Onix'a, a ten schylił głowę w dół, więc wisiałam jakiś metr nad ziemią. Puściłam pokemona i zawiesiłam się na szyi Touro.
-Wiesz, ja to cię chyba kocham! Jak brata oczywiście! - wyszczerzyłam się i stanęłam na ziemi - Teraz jeść!

sobota, 19 września 2015

Leaf

Ta dziewczyna jest strasznie męcząca. Strasznie. Załatwiłam jej pokój, jedzenie i poszłam do swojego pokoju. Bo bym czegoś dostała. Poważnego.
Byłam padnięta, sama nie wiem czemu. Za dużo osób ostatnio poznaję. Weź i spamiętaj ich imiona...
Wchodząc do pokoju zobaczyłam Touro i dziewczynkę. Siostrę? Chyba nie... A i mnóstwo pokemonów. Duchów.
Mam wspaniałego współlokatora.
Dziewczynka dziwnie się na mnie patrzy. Boję się...

Me

Szybko podbiegłam do pokemona, który na mnie warknął.
-To Snubbul! - wykrzyknęłam zachwycona. Przyklękłam przed pokemonem.
-Co masz zamiar zrobić? - Touro powiedział lekko zdegustowany. Ciekawe co go tak zniesmaczyło ?
- A więc - zaczęłam - jesteś baaardzo ładna i chciałabym być twoją trenerką, wiesz? Nigdy nie widziałam czegoś tak różowego! A poza tym... umiem robić ciasta! - położyłam pokeball'a przed pokemonem. Touro patrzył na mnie jak na niedorozwiniętą. Czekałam w wielkim napięciu. Espurr aż się wysunął zza moich pleców. Snubbul warknęła przyjaźnie, po czym z własnej woli wlazła do pokeballa. Szybko złapałam za kulkę.
-Patrz! Mam nowego pokemona! Patrz! - zaczęłam uradowana skakać wokół Touro - Taaaaak się cieszę! Prawda, że jest śliczna? - zapytałam.
-T-tak... piękne to takie... - powiedział .

Touro

Wychodząc z pokoju razem z Me, natknęliśmy się na Leaf.
- O, cześć. Jakby co, masz tam ciasta od Me dla ciebie i twoich podopiecznych... Miłego! - powiedziałem szybko i poszliśmy.
Będąc na dworze, zapytałem:
- A jakiego pokemona chcesz złapać?
- Jakiegoś fajnego... - obróciła się - O tam coś jest!
Wskazała na różowe coś, odwrócone tyłem do nas.
- A pewnie słodkie jest... - w tym momencie to coś do nas się odwróciło pokazując swój szpetny RYJ.
- Jakie cudne! - Me aż podskoczyła - chodź do panci!

Me

Uśmiechnęłam się szeroko.
-No to teraz chodź! - pociągnęłam go za rękaw.
-Co? - zapytał.
- No do lasu no! - wykrzyknęłam. Spojrzał na mnie z lekkim
zszokowaniem. Odsunęłam się od niego.
- Sam mówiłeś, że mam już nie chodzić nigdzie sama, tylko z tobą! - powiedziałam lekko naburmuszona.

Touro

Spojrzałem jeszcze raz na wózek wypełniony ciastami.
- Znaczy...nie trzeba było - poklepałem po pokeballach - moje pokemony na pewno się ucieszą... A Leaf? Może... Tak czy inaczej, dzięki! - uścisnąłem ją - nie musisz się martwić, Banette tak czy inaczej odsiedzi swoje, bo ją za bardzo rozpuściłem.

Me

-Nieważne! - fuknęłam i szybko się przebrałam. Wyciągnęłam z walizki przenośny piekarnik i zaczęłam gotować.
-Co robisz? - dziewczyna zajrzała mi przez ramię.
-Robię raz... dwa... jakieś czternaście ciast, a co? - odwróciłam się.
-A na cholerę ci tyle? Myślisz, że cycki ci od tego urosną? - zaśmiała się.
-A gdzie by tam! - krzyknęłam i zajęłam się sobą. Z ciastami poszło mi to w miarę szybko. Wyjęłam jeszcze jedno. Te piętnaste.
-Masz - podałam je nowej koleżance - dobre?
-Dhobrhe - odpowiedziała z zapchaną buzią. Espurr przełożył wszystkie czternaście ciast do wózka i wymaszerowałam z pokoju. Zapukałam w drzwi z numerem pięć. Zero odzewu. Zapukałam jeszcze raz. Dalej nic.
-TOURO OTWIERAJ! - wrzasnęłam. Otworzył mi jakiś starszy pan.
-Panienka musiała mnie z kimś pomylić - powiedział łagodnie. Speszona przeprosiłam i uciekłam innych drzwi. Tym razem trafiłam.
-Co ty tu o tej godzinie robisz? - Touro powiedział sennie.
-Ekhem... - spuściłam wzrok - koszulka Touro, koszulka... - wskazałam na jego klatkę piersiową. Chłopak zamknął drzwi i po chwili wrócił już w bluzie.
-Wchodź - otworzył drzwi szerzej. Wpełzłam z moim wózkiem z ciastami, na których siedział Espurr.
-A więc! - wykrzyknęłam - Espurr czyj swoją powinność! - pokemon zaczął powoli i ostrożnie stawiać siedem ciast obok Touro.
-To są ciasta w podzięce za to, że chciało ci się mnie szukać. A właśnie! I Banette ma nie mieć kary! Kazać jej lubić mnie, to jak kazać mi lubić kawę! Toż to gorzkie i brzydkie! Jak można pić to świństwo? JAK?! .... Och! A te drugie siedem to dla współlokatora i jego pokemonów - wszystko to powiedziałam prawie na bezdechu.

Masamune

Odepchnęłam od siebie Gallade'a.
- Pora wstawać... - ziewnęłam.
- O, obudziła się! - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny -Hej ty, z dużymi na przedzie, co robisz z tym chłopakiem w moim pokoju!?
Gallade podniósł się.
Hehe, niespodzianka.
- Śpię - usiadłam na łóżku - I to nie TWÓJ pokój, a nasz. Musimy się nim podzielić. Ja biorę dolne łóżko, chyba, że wytrzepiesz te szare kłaki z górnego.
Podeszła do mnie.
- Skąd ty je wzięłaś? - wskazała na moje piersi - Hę?
Zakryłam się.
- Same urosły. Zazdrościsz? - zapytałam, uśmiechając się szyderczo - Masz czego.
- Ej no! - zmarszczyła się - To nie fair! Jesteś na sterydach czy na czym!? A może to ci je powiększyło!? - wskazała na zaspanego Gallade'a - Gadaj!
Zaśmiałam się.
- On i powiększanie? Błagam. Gallade najwyżej by mnie cycków POZBAWIŁ - zachichotałam - Aleś ty głupiutka..

czwartek, 17 września 2015

Me

Po pożegnaniu się z Touro i wyleczeniu wciąż śpiącego Espurra udałam się do pokoju. Otworzyłam drzwi. Na dolnym łóżku spała jakaś dziewcznya ze swoim... chłopakiem?  Powoli się wycofałam. Usiadłam pod drzwiami i czekałam, choć nie wiem na co... Jeden z pracowników zatrzymał się przede mną.
-Co ty tu robisz? - zapytał.
-Chyba jakaś para się tu wprowadziła - powiedziałam sennie. Pracownik wziął mnie za rękę i weszliśmy razem do pokoju. Teraz poznałam tą dziewczynę. To ta co ma wielkie z przodu przecież!

Touro

Wypuściłem Onixa.
- Dajesz stary - poklepałem go po boku - Masz świetny węch. Wywęsz mi tu Me.
Na Chandelurze podążałem za kamiennym wężem powoli sunącym przez las. Noc już zapadała, w lesie jest niebezpiecznie.
Onix zatrzymał się i podniósł coś wijącego się do góry.
- Me!? - Wyciągnąłem ręce - Onix dawaj mi ją tu i nie gryź jej przypadkiem - usadziłem lekko trzęsącą się dziewczynę na drugim ramieniu Chandelura.
- Dlaczego uciekłaś? Przecież bym ci pomógł...
- Nie lubisz mnie, twoje pokemony mnie nie lubią... Po co ja tobie? - odwróciła wzrok.
- Ja cię lubię. A nie każdy pokemon określa swojego właściciela. - objąłem ją lekko - Chandelurowi już przeszło, a Banette sobie odsiedzi karę za ten występ...
Uśmiechnęła się lekko. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Cichutko, już dobrze. Nie zrażaj się tym wszystkim i idź dalej, ale ze mną tym razem. Nie sama.
Dolatywaliśmy już do dormitorium. Jak dobrze... Zdrzemnę się w końcu.

Touro/Masamune

~~Masamune~~
Zyskałam dobre noty na pokazach. I dobrze, byłam chyba...druga? Znaczy, mój Seviper był...
Pożegnałam się z Redem i poszłam do pokoju, tylko z wyciągniętym Galladem.
Wyciągnęłam się na łóżku. Jedno nade mną było pełne jakiegoś szarego futra. Hmmm... Pewnie mój współlokator ma zwierzaczka.
Gallade stał i opierał się przy oknie.
- Chodź no tu, nie stój tak - poklepałam miejsce obok siebie - Czego tam tak wypatrujesz?
Nie odpowiedział nic (a jakże XD) i przysiadł obok, patrząc się na mnie. Teraz ewidentnie na mnie.
- E.. O co ci chodzi? Masz do mnie wąty, że cię schowałam? Zazdrosny jesteś o Reda? Dlaczego ty nie mówisz!? - potrząsnęłam nim - Odpowiedz!
Przymrużył oczy, jak nim trzęsłam.
Kobieto, znajdź sobie koleżanki...
Pewnie by tak powiedział.
Przestała, a on położył mi dłonie (tak, ma lekki ich zarys) na skroni i zmusił do snu.
Ostatkiem sił poczułam, jak się kładzie obok.
~~Touro~~
Chciałem zatrzymać Me, ale wyszła za szybko.
Jaka szkoda, że odeszła... Nie była najwyraźniej ciebie warta... - Banette wyszczerzyła zębiska jeszcze bardziej oraz dostała wytrzeszczu gałek ocznych - Jesteś na nas SKAZANY, Touro, SKAZANY.
Nie słuchaj jej do cholery! - Delfox wrzasnął z pokeballa - Zapindalaj i ją łap! - czułem, jak się rusza w kulce - No już!
Od kiedy Delfox interesuje się moim życiem prywatnym? Nie ważne.
Wstałem, chowając Banette do pokeballa i wybiegłem z sekcji szpitalnej.
Puściutko. Puściusieńko. Jedynie osamotniony Caterpie skubał listek na drzewie.
Kurde... Zwiała.

Me

Matko, jak tak dalej to będzie szło to zamiast pokemona będę trzymać zwłoki! Zrozpaczona wybiegłam z centrum prawie wpadając na dwie dziewczyny. Pobiegłam do lasu. Gdzieś tu MUSZĄ być lecznicze jagody.  Robiło się co raz ciemniej, a ja szłam co raz głębiej w las. Dziwnie to musiało wyglądać: mała dziewczynka w pidżamie błądząca po lesie. W końcu udało mi się znaleźć JEDNĄ jagodę.  Szybko dałam ją Espurrowi. Zatrucie ciutkę przeszło, więc mógł zasnąć. Uspokoiłam się trochę tym faktem. Zaczęłam wracać, ale wyjścia z lasu jak nie było tak nie ma. Usiadłam pod drzewkiem. Było co raz zimniej. Zdjęłam szalik i owinęłam nim Espurra. Najwyraźniej się 'troszkę' zgubiłam...     

Leaf

Spojrzałam na dziewczynę bezlitośnie.
- Jeśli tam nie dojdziesz, nic nie dostaniesz. To tylko parę kroków.
Nieco mnie zaczęła irytować, choć Espe znacznie wcześniej się zdenerwował i poszedł spać. Albo się rozgląda.  Lub co on tam robi.
Z Centrum nagle wybiegła dziewczynka z jakimś szarym cieniem. Odnotowałam jej istnienie.
Przy okazji, zaraz weszłyśmy. Hikari prawie się zwaliła, ale przetrzymałam ją. Później zaczęłam ciągać do stołówki.
Mało delikatnie.

środa, 16 września 2015

Me

Przebudziłam się. Słońce powoli zachodziło. Zsuwając się z łóżka udałam się w stronę łazienki. Po szybciuteńkim prysznicu założyłam na siebie długą, różową koszulę nocną w białe kropki.  Rozpuściłam swoje dwa kręcone kucyki.
-No to teraz lulu na serio!  - krzyknęłam. W pokoju nie było Espurra, a okno było otwarte na oścież. Rozejrzałam się uważnie. W kącie siedział pół przytomny Espurr, atakowany trującym żądłem Weedle'a.
-ROBAL! -pisnęłam - fujfujfujfujfuj! - złapałam małego włamywacza i wyrzuciłam przez okno, którym wlazł. Delikatnie chwyciłam Espurra i w pidżamie, zakładając pospiesznie tylko szalik pobiegłam do centrum. Kolejka była strasznie długa, a Espurr oddychał co raz ciężej. Zaczęłam skakć, chcąc zobaczyć coś za wysokimi ludźmi. Niech ktoś nam pomoże...

Hikari

Ciągnęłam już statkiem sił. Nie wiem,  jakim cudem jeszcze nie zemdlałam. Mówiła coś o centrum, że niedaleko, czy coś... To bez znaczenia, i tak nie przyspieszę, skoro ledwo stawiam nogę za nogą i trzymam równowagę.
-Cikawe, czy ja i poki przeżyjemy... Spać... Jeść... Pić... Żyć...
Chyba wyglądam jak zombie...

Leaf

- Jestem Leaf - odpowiedziałam i zwolniłam trochę. Chyba się dziewczynie nie chcę ruszać. Albo jest bardzo zmęczona. Nie widziałam jej pokeballi, więc nie mogłam zobaczyć jak jest z jej pokemonami. - Nie martw się to niedaleko!
Hikari dalej powłóczyła nogami.
- Wiesz, że tak to się nie zbliżasz do jedzenia? - nie odpowiedziała. Westchnęłam ciężko. Musze jej pomóc, tak?
Albo jednak nie.
- Patrz, przed nami Centrum! Chodź szybciej!

Me

Dowiedziałam się, że jestem sama w pokoju. To dobrze. Po co miałabym komuś przeszkadzać? Weszłam i zaczęłam się rozpakowywać. Espurr wyleciał z pokeball'a.
-Jak tam? - pogłaskałam go. Odpowiedział mi radosnym piśnięciem. Rzuciłam się na łóżko. Pokemon wpełznął na nie zaraz po mnie. Leżeliśmy tak w ciszy jakiś czas. Nagle zerwałam się jak poparzona.
-Mam pomysł! - krzyknęłam podnosząc Espurra - stwórzmy sobie zmyślonego przyjaciela! - zarówno jemu jak i mi spodobał się ten pomysł. Złapałam za kartkę i coś do pisania. Spędziliśmy długie godziny nad wymyślaniem postaci.
-Koniec! - westchnęłam. Oboje byliśmy bardzo zmęczeni.
-Eee... wiesz co? - mruknęłam - chyba mi się odechciało... to zbyt męczące... - znów rzuciłam się na łóżko. Powoli zaczęłam przysypiać. Miałam zamknąć drzwi na klucz, ale... chyba nie dam rady... Poza tym, kto by chciał mnie odwiedzać?

wtorek, 15 września 2015

Hikari

Schowałam pokemony do pokeballi, bez wyjątku. Ociężale wstałam i otrzepałam swoje cztery literki.
-Jestem Hikari, a ty?
Powiedziałam idąc z jakieś piec metrów za nią. Ona biegnie, ja idę... Albo idę aż tak powolnie... Pokemony głodne i wycienczone tak jak i ja. Gorzej być chyba nie mogło

Me

Delikatnie oddałam pokemona w ręce Touro. Pielęgniarka podeszła do mnie ze spokojniejszą miną niż wcześniej.
-Najlepiej będzie, jeżeli nie będziesz nim walczyć przez jakiś czas - powiedziała.
-Nawet o tym nie myślę! - uśmiechnęłam się. Pielęgniarka popatrzyła na mnie jeszcze trochę i poszła. Patrzyłam na swojego pokeballa. Zacisnęłam mocniej na nim dłoń.
-Wiesz... - zaczęłam - gdybym umiała walczyć, to bym wzięła udział w tych bitwach...
-Ale przecież Espurr nie ma mega ewolucji, prawda? - zapytał.
-Racja... Ale nawet jeżeli jakimś cudem by mi się udało - popatrzyłam w sufit - to chyba bym ci go oddała, nie? - siedzieliśmy dłuższy czas w ciszy. Zerkałam na Banette. Z każdą chwilą patrzyła na mnie co raz gorzej. Chyba zrozumiałam o co jej chodzi.
-Nie musisz tu siedzieć... - powiedziałam do Touro - pójdę sprawdzić gdzie mam pokój - wstałam. Touro wstał za mną.
-Pomóc ci? - zapytał.
-Nie, nie trzeba - uśmiechnęłam się. Nie ładnie się narzucać. Skoro ktoś nie chce mojej obecności, nie musi jej znosić. Ruszyłam w kierunku drzwi. Odwróciłam się przypominając sobie jeszcze jedno.
-Ah, zapomniałabym! Tą wyprawą po jagody też nie musisz się przejmować... - wyszłam. Tak musiało być, prawda? Przecież ktoś, kto nie ma prawa mieć przyjaciół, po prostu nie może ich mieć. Spojrzałam na pokeball'a z Espurrem w środku.
-Co nie, Espurr? - szepnęłam.

Pościak od Banette bo admin może~

Wgapiałam się w tę jej różową facjatę.
No co ryczysz!?
Nie wiem, co usłyszała, ale to musiała zignorować.
Wbiłam jej pazurek w klatkę piersiową.
Odebrałaś mi obiad!
Gówno, nie zrozumiała.
Rozpięłam sobie pyszczek, pokazując rzędy szpilkowatych zębów j syknęłam wyraźnie.
-ODEBRAŁAŚ MI OBIAD! - aż się wzdrygnęła na dźwięk mojego głosu - JESSTEM ZŁA! - potupałam nóżkami w miejscu.
No, co powiesz, smarkulo jedna?
- Jezu...ale ona ma zęby... - chwyciła mnie delikatnie pod pachy - Nie ugryź mnie, dobra?
- Ona zawsze jest taka władcza. Przyzwyczaj się.  - Touro ją uspokajał.
Ech. Co jest, facet, czujesz do niej miętę czy co!?
Ktoś tu jest zazdrosny!
Morda, Fox.
Hehe..

Me

Powiedziałam wszystko tak jak kazał mi Touro. Pielęgniarka niespokojnym głosem powiedziała, że mam się nie martwić, ale niezbyt mnie to przekonało. Wróciłam do poczekalni. Touro siedział opierając głowę na rękach. Nie zauważył jak podeszłam, więc zląkł się gdy poklepałam go po głowie.
-Nie przejmuj się - powiedziałam.
-Nie wiem co jej odbiło - westchnął. Usiadłam obok. Nagle w moją stronę wyskoczył roztrzęsiony ze złości pokeball. Banette wylądowała centralnie na moich kolanach. Patrzyłam jej prosto w oczy.
-To nic nowego - powiedziałam z uśmiechem - do takich rzeczy da się przywyknąć - szybko wytarłam łzę, która pchała mi się do oczu. Mam nadzieję, że ani ona, ani on tego nie widział.

Leaf

- Tak, jeść - powiedziałam ze uśmiechem. Zastanowiłam się przez chwile. I zaczęłam ją łaskotać.
Dziewczyna zwaliła się z ławki ze śmiechem.
- A teraz - oświadczyłam - idziemy do Centrum. Umiesz się zwalić to i chodzić umiesz.
Ruszałam przed siebie powoli. Zaprowadzę ją do stołówki, później pomyśle co ze sobą zrobić.

Touro

- Ech, nie jestem zły...
Banette otrzepała ogonek z kurzu.
Mało to efektywne, ale jakie wnerwiające...
- Banette też nie... Pamiętasz jeszcze jakieś ataki? Hej, Banette, stój! - rzuciłem się na pacynkę, która zaczynała wykonywac Will-O-Wisp bez mojej wiedzy - to jest za silne na niego!
Za późno...
Gromada ognisto-duchowych kul poleciała na odwróconego tyłem Espurra.
ZAAAABIĆ! - wysyczała Banette, jak w jakimś transie - ZAAABIĆ I ZJEEEEŚĆ JEGO DUSZĘ!
Podleciałem do krztuszącej się kruszyny z osmalonym futerkiem.
- O Boże... - ująłem go w dłonie - Na szczęście żyje... Musisz zabrać go do szpitala, ale to już! Nie wiem co w nią wstąpiło! - chwyciłem Banette w pół skoku na maleństwo - Spadaj! - schowałem ją do pokeballa, w którym się jeszcze szamotała - Pokemonów trenerów nie zabijamy!
Me wyglądała jakby miała się popłakać.
- Al-ale c-co z nim ;-; Gdzie mam go zanieść...
- Chodź. - chwyciłem ją za rękę - Mogłem wybrać Dewgonga...
Okno szpitalne. Oto ono.
- Podejdź do lady i poproś o zaopiekowanie się twoim pokemonem. Jakby co, powiedz że oberwał atakiem duch-ogień. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - przytuliłem ją - a teraz zmykaj.
Popędziła przodem, a ja usiadłem na ławce w poczekalni.
Co w ciebie do cholery wstąpiło!?
GDZIE TO JEST!?
NIE KRZYCZ!
ALE TO SIĘ DZIEJE W NASZYCH UMYSŁACH!GDZIE ON JEST!?
nie możesz go zabić! To jest jej jedyny pokemon do jasnej ciasnej! Załamałaby się!
OD KIEDY CIĘ OBCHODZĄ INNI!?
...
Właśnie... Od kiedy?
Zasępiłem się.

Me

Espurr potrafi unosić innych prawda? Jak to się nazywało...
-Psychiczny cios! - krzyknęłam. Mój pokemon spojrzał na mnie lekko zmartwiony. To nie to? .Zastanowiłam się chwilę nad atakiem. Wytężyłam moje szare komórki i w końcu przypomniałam sobie nazwę.
-C-confusion! - krzyknęłam. Espurrowi znów zaświeciły się oczka. Pokemon Touro też zaczął się świecić. Banette unosiła się w górę.
-Wyżej! Wyżej! - klaskałam z radości, nagle wyskoczyłam wysoko w górę i opadłam ciężko - w dół! - krzyknęłam. Pokemon runął dość szybko robiąc wiele kurzu. Zaniepokoiłam się, a co jeśli Touro się obrazi?
-Nie gniewasz się? - zapytałam.

Touro

(Le czas po pokazach)
Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się do lasu.
- Masz jakieś inne pokemony? - zapytałem patrząc na jej Espurra - On..nie jest za silny.
Pomiziała malucha po głowie.
- Ale mam tylko jego... - zrobiła smutną minę.
- Dobra, a więc trening. Najpierw dam Banette naprzeciw twojemu Espurrowi. Poproszę ją by go tylko nie zabiła.
Słyszałam! Nie powtarzaj... Ale co to za walka bez spektakularnej klęski przeciwnika?
Banette...
No dobra.
- Znasz ataki swojego pokemona? - zapytałem. Chyba podstawy zna. 
- Eee...no trochę.
Westchnąłem cicho. To będzie długie popołudnie.
- Daję ci mojego najsłabszego pokemona,zaraz po Dewgong. Powinien sobie z tym poradzić.
Banette nerwowo podreptała na ziemi.
- Uwaga... Start!
Nasze pokemony przez chwilę mierzyły się wzrokiem.
Banette zastosowała Shadow Ball.
Espurr ledwo zdołał uniknąć ataku... A włos.
- Wydawaj swojemu pokemonowi polecenia! Musi się nauczyć walczyć!  - krzyknąłem - No dalej! Każ mu zastosować np. Wind of Fate! Dajesz!

niedziela, 13 września 2015

Hikari

-Spaać...- wymamrotałam wtórnie.
Zero Energi.
Zero Snu.
Zero jedzenia.
Chwila, czy ona powiedziała jeść?!
-Jedzenie, gdzie?!- usiadłam do pionu a ona zaczęła się śmiać pod nosem.
Nie mam i karmy dla pokemonów, i nie wiem gdzie mam pokój, i nie mam jedzenia. Nie za dobry start w tym miejscu. I walki i pokazy.... Chwila, jeszcze trwają, może się wyrobię w najlepszym wypadku...

Me

-Rozumiem... - powiedziałam. Moje myśli krążyły wokół 'mojego' pokoju. Co jeśli współlokator mnie nie polubi? To więcej niż pewne... Przytuliłam Espurra. Trochę już bolały mnie nogi. Oprałam się o Touro wciąż próbując zachować uśmiech.
-Po pokazie są walki? - zapytałam. Chłopak mi przytaknął. Spojrzałam na niego wytrzeszczając oczy.
-A nauczysz mnie walczyć?
-Nigdy nie walczyłaś? - wydawał się zaskoczony.
-Nikt nigdy nie chciał... Więc jakoś tak wyszło, że nie! - odpowiedziałam.

Touro / Masamune (again -_-)

~~Touro~~
- Spokojnie, nie zostawię cię... - wyszeptałem cicho - I nie słuchaj ich, okay?
A w pokazie nie musisz brać udziału... To jest tylko dodatkowe.
- Hej, a gdzie śpisz? - miętosiła mój rękaw - mogę z tobą? Nie wiem nawet z kim jestem w pokoju ;-;
- ech... No, ja zostałem przydzielony już do pokoju... Pójdziemy po pokazie sprawdzić z kim ty jesteś..
~~Masamune~~
- Okej, jak chcesz to pomóż... - podałam mu szmatkę - umyjemy Seviego.
Spojrzał się na mnie lekko podejrzliwie.
- Co?
- No trzeba go umyć! - tupnęłam nogą - I to szybko!
Westchnąl.

Me

Rozglądałam się patrząc na różne osoby i pokemony. Wszystko było takie ciekawe. Kilka metrów za mną stały dwie dziewczyny z sąsiedztwa. Pociągnęłam Touro za rękaw.
-Patrz! Patrz! One są moimi sąsiadkami! - zawołałam podniecona i zaczęłam do nich machać.
-Współczuję temu chłopakowi... Że też musiało się do niego przyczepić te dziwadło... - jedna z nich spojrzała na mnie krzywo. Touro spojrzał na mnie, ale ja wciąż się uśmiechałam, chociaż... było mi trochę przykro.
-Wszystko ok? - zapytał.
-Oczywiście! Czemu miało by nie być? Przecież spotkałam kogoś kto chce ze mną rozmawiać! - odwróciłam wzrok od dziewczyn i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Staliśmy w ciszy. Wciąż trzymałam go za rękaw. Ta bluza jest taka mięciusia...
-Hej, a co się robi na takich pokazach? - zapytałam - bo pierwszy raz jestem na takim wydarzeniu. Kiedy to się zaczyna? Czy będę musiała sobie iść? Nie zostawisz mnie potem? Nie uciekniesz? - spojrzałam na niego z lekkim niepokojem.

Red/ Leaf

RED
- Nie występuje w pokazach... - odpowiedziałem cicho. Dziewczyna przygotowała swoje pokemony do pokazów. - Pomóc ci? - spytałem nieco niepewnie.
Założyłem bardziej czapkę. Dlaczego ludzie już o mnie słyszeli? To męczące.

LEAF
Służba odbywała się bez problemów. Żadnych podejrzanych rzeczy, nic. Takie nic nierobienie. To fajne jest.
Tylko jak zobaczyłam ledwo żywą dziewczynę z pokemonami na ławce, uznałam, że to się skończyło.
Wokoło nikogo nie było.
Podeszłam.
- Hej, hej żyjesz? - spytałam.
- Spać...
Jej pokemony były w podobnym stanie. Espe wyszedł i próbował je obudzić. Nie widzi mi się nią zajmowanie z gromadką stworków.
- Chcesz jeść? - zapytałam. Tylko czekać na jej reakcje.

Touro / Masamune

~~Touro~~
- Eeee... - spoglądałem szybko na wszystkie strony, by zmienić temat - no...
Me powiem szczerze, nie miała na klatce piersiowej nic... Ale cóż.
- Znaczy, no, nie każda kobieta musi mieć aż taaaakie - pokazałem rękoma - Ale jakieś powinna mieć... Myślę,że tobie jeszcze urosną...
Źle ci idzie.
Morda i do pokeballa.
- Czyli sugerujesz, że jeszcze nie wyrosłam całkowicie? - Me okręciła się - możliwe! Masz może jakieś lekarstwo na rośnięcie, czy coś? Jesteś taki wysoki, czy ty coś bierzesz?
- Niee, nic... - podrapałem się po głowie - Nic poza owocami z krzaków leśnych.
Zamilkła na chwilę, chyba myślała o czymś.
- Zabierz mnie do tego lasu! - pisnęła - Ale po pokazie!
Westchnąłem. Wysoki chłopak ciągnie niziutką dziewczynkę do lasu. Będę się czuł jak pedofil.
~~Masamune~~
- Ehm... A jak masz na imię? - odwróciłam się do niego - Bo tak siedzimy i gadamy, a nawet się nie poznaliśmy...
- Red... - mruknął. Chyba nie lubi rozmawiać.
- Ja jestem Masamune... Tak, wystawiam pokemony na pokazy. Nie zastanawiałam się jeszcze kogo... Ale Sevipera na bank... A ty? - usilnie próbowałam skłonić czarnowłosego do rozmowy.
O, moje miejsce.

Me

Podskakiwałam by zobaczyć coś za wysokimi ludźmi. W końcu się ze zmęczenia oparłam głowę o plecy mojego nowego kolegi.
-Nic nie widzę...  - powiedziałam ze zrezygnowaniem. Espurrowi zaświeciły się oczka, ja też zaczęłam się świecić. Uniosłam się trochę wyżej i w końcu mogłam zobaczyć co się dzieje. Wszyscy patrzyli na jadącego chłopaka, ale moją uwagę przykuła towarzysząca mu dziewczyna. Co ona ma z przodu?!  Przecież jak ona patrzy w dół to pewnie nic nie widzi! Aż wstążkami musi je trzymać! Epurr się zmęczył więc opadłam na ziemię obijając się o...  Touro? Toura? Czy to się odmienia? Spojrzałam w dół. Widziałam wszystko.
-Touro? - westchnęłam ciężko.
-No? - spojrzał na mnie.
-Jak się nie ma takich wielkich jak ta dziewczyna to źle?  - narysowałam w powietrzu wielkie półkole biegnące od klatki piersiowej i kończące się na żebrach.

Touro

Nawet polubiłem tę gadułę. Mam nadzieję, że ten tłok szybko się rozluźni.
- Dobra, możesz mówić. Pozwalam ci. - głośno tu było tak czy inaczej, jedna trajkocząca osóbka więcej nic nie zmieni.
Nagle wszystko ucichło i ruch ustał.
- Hej, co jest - zapytała się cicho - sędziowie weszli?
Babka na Seviperze eskortuje jakąś osobistość chyba... - Mismagius znowu wylazła z pokeballa - Hej, to jedzie ten nowy Mistrz Ligi! - pisnęła - największy i najlepszy trener pokemonów!
Co to za fanklub tutaj!?
Eee nic.

piątek, 11 września 2015

Hikari

Piplup przewiercił się w mojej torbie. Fenn dalej dreptała obok mnie, a Bun zasnęła mi na rękach. Jest późno, a ja dopiero powoli docieram do tego ośrodka. Wolałam iść pieszo. Po prostu, nikt mi nie zabroni prawda? Środek nocy a ja w puszczy. Fenn zapłonęło futerko w uszach, często tak robi... Nie wiem jak nad tym panuje...Zobaczyłam światła w oddali, nie jest źle! To wręcz dobrze! To niedaleko, na samą myśl przyśpieszyłam kroku. Po półtorej godzinie marszu byliśmy na miejscu. Pierwsza wolna ławka... A ja na niej usiadłam i zaczęłam ziajać. Zmęczona. Spać. Gdzie ma iść by ogarnąć pokój ??? Nie wiem... Someone... Halp.... Ploszem....

Red

- Co się stało? - spytała, gdy przestałem się krztusić.
- Nic... - odpowiedziałem, starając się nie patrzeć w tamtą stronę. - Tam chyba jest wejście na pokazy? Musisz się tam przedostać.
Znowu zaczęliśmy się ciskać. Jednak szło o wiele lepiej niż na piechotę.
Tak się zastanawiam, co mam ze sobą zrobić.

Masamune

Lekko zaróżowiona usiadłam na węża z powrotem.
- Nic nie szkodzi! - posunęłam się lekko do przodu - Wskakuj na mojego Sevipera, nie obrazi się! Łatwiej ci będzie się na nim poruszać.
Chłopak wdrapał się na grzbiet węża.
- Dużo stąd widać - mruknął - Wystawiasz go?
- Taak... - poklepałam Spheala na ręku - I tego maluszka... A ty? Właśnie! Jestem Masamune!
Chłopak zakrztusił się.

Me

Pokręciłam głową.
-Nie szkodzi! Mało kto przepada za mną i moim pokemonem!  Jestem Me! Więc jesteś człowiekiem? Bo wyglądałeś jak wieeeeelki pokemon i myślałam że-
-Rozumiem - przerwał mi.
-Twój pokemon jest bardzo ładny! Jak się nazywa? To chłopiec czy dziewczynka? Startujesz w pokazie? Bo ja nie! A zrobisz mi kiedyś taką bluzę? Jest baaaardzo ładna! - zaczęłam go oglądać z każdej strony.
-M-możesz zamilknąć? - zapytał niepewnie. Tak też zrobiłam. Milczałam, ale wciąż przyglądałam się chłopakowi. Espurr wpełznął mi pod czapkę.
-To znaczy... możesz się odzywać, ale trochę mniej - Touro przetarł oczy.
-Aha - odpowiedziałam - Mogę się z tobą zaprzyjaźnić? Nigdy nie miałam przyjaciela bo wszyscy mnie unikają, ale myślę, że to całkiem miło mieć kogoś takiego bo- zakryłam usta rękoma - oj... zapomniałam, że mam  nie mówić! - zaśmiałam się.

Red

Nie lubię tego zjazdu. Za dużo związanych z nim obowiązków.
Szczególnie, że mają zamiar na nim ogłosić mnie jako Mistrza Ligi.
Czuje, że będę jeszcze żałował tej wygranej.
Niedaleko mnie odbywały się pokazy. Nie mam zamiaru tam wchodzić. Głównie dlatego, że zobaczyłem kogoś znajomego.
Dziewczyna szybko się odwróciła gdy podeszłem w miarę blisko.
- Hej, Red - powiedziała i przez chwilę się nie odzywała. To naprawdę nowe zjawisko. - Czemu nie patrzysz na pokazy?
Wzruszyłem ramionami i udałem się do budynku. Usłyszałem jeszcze jak Leaf wzdycha z politowaniem.
Pokazy jeszcze się nie zaczęły. Przepchnąłem się przez tłum. No powiedzmy. Jakimś cudem trafiłem na dziewczynę z Seviperem, prawie ją przewalając. Na całe szczęście wężowi udało się ją utrzymać. Mi też.
- Bardzo przepraszam - mruknąłem. Utknąłem, bo ten tłum na bank mnie nie przepuści. Za gęsto.
Pewnie pewna osoba śmieje się ze mnie.

Touro

Zdziwiony odwróciłem wzrok od atrakcyjnej panienki z naprzeciwka na niską dziewczynę za mną.
- Eee... Jestem Touro, po prostu noszę bluzę wyglądającą jak mój ulubiony pokemon... - podrapałem się po głowie - A ty?
- Me Musume! Bardzo lubię twoje pokemony, bo są duchami! Pochodzę z Lawender Town, stolicy duchów, jest tam bardzo ładnie, mieszkam w Unovie, i wiesz, ta bluza jest świeetna! - zaczęła obmacywać moje ubranie - Ale miły materiał!
Zaczerwieniłem się.
- Możesz przestać mnie macać? - Chandelure podleciał za nią i chwycił szybko jej Espurra - Proszę...
- Ojej! Przepraszam! Nie chciałam, ej, gdzie espurr? Łaaaa! - zaczęła skakać nad unoszącym się coraz wyżej Chandelurem - Oddaaaj!
Espurry to jedyne maluchy, których nie cierpię.... Mogę go zabić? - przyłożył szarą piszczącą kulkę do jednego z jego płomieni - Jestem głodny, poza tym.
Poszalałeś!? To jej pokemon! Przestań i to natychmiast!
Mrucząc coś tam Chandelure oddał maleństwo właścicielce.
- Przepraszam za niego.. Nie lubi Espurrów. - zgromiłem wzrokiem swojego podopiecznego - to się nie powtórzy.

Me

Przeciskałam się przez ludzi. Chcę. Zobaczyć. Pokazy! Brnąc w tłum trafiłam na różne stanowiska. Co teraz? Złapałam swojego Espurra za łapkę. Rozglądałam się po pokemonach. Były duże i małe, ale wszystkie dziwnie na mnie patrzyły. Uśmiechałam się od ucha do ucha, ale nikt mi uśmiechem nie odpowiadał... eh... jak zawsze... Nagle zobaczyłam wielkieeeeeeeeeeeego Banette. Zaciekawiona zastukałam go w ramię.
-O-o! Człowiek! - wykrzyknęłam - myślałam, że jesteś pokemonem, bo wyglądasz trochę jak pokemon, ale to nie możliwe, żeby ten pokemon, którego przypominasz był takim wielkim pokemonem na jakiego wyglądasz, więc jesteś pokemonem? A jeżeli tak, lub nie, to jesteś nim czy nią? - wlepiłam w niego swoje oczy.

czwartek, 10 września 2015

Leaf

Po ugłaskaniu węża, wyprostowałam się. O, Touru. Pomachałam mu, a on odpowiedział. Widziałam też parę innych znajomych twarzy, ale to oni zapewne do mnie podejdą nie odwrotnie.
- Mam nadzieję, że ci się uda! - powiedziałam z uśmiechem do Masamune. Kiwnęła głową gdzieś patrząc. - Do zobaczenia później.
Przepchnęłam się przez mnóstwo ludzi i wyszłam na powietrze. Tu jest zdecydowanie lepiej. Espi też tak uważał, patrząc jak wzdycha.
Jako, że jestem dosyć silną trenerką, Red poprosił mnie o obserwowanie otoczenia i eliminowania pewnych... zachowań. Na zewnątrz było pewnie mniej osób również do tego wybranych.
Jestem ciekawa na co te wszystkie środki ostrożności.

środa, 9 września 2015

Touro / Masamune

~~Touro~~
Leniwie się przeciągnąłem. Któraż to godzina?
- Chryste panie! - zerwałem się z łóżka, opłukałem twarz i zarzuciłem bluzę.
Za chwilę będą pokazy! Ja jestem w ciemnej dupie!
- Dewgong, do pokeballa! Chandelure, wychodź!
Szybko lecąc na pokemonie duchu trzymając w kieszeni bluzy śpiącą jeszcze Banette, dotarłem do sali wystawowej.
Moje stanowisko...o, jest!
Szybko przetrzepałem wielką poduszkę dla Dewgonga i pozwoliłem jej wgapiać się w ludzi i głaskać.
Chandelure'a wybrałem, dlatego, że jest majestatyczny, a jego techniki nie tylko są silne,  ale i dobrze wyglądają...no, w sensie, nie dla jego ofiar.
Mismagius latała dookoła mnie.
Jak mogłeś tak zaspać!? Prawie byś się spóźnił!
Westchnąłem. Oj Mis, Oj Mis...
Rozejrzałem się dookoła. Naprzeciwko mnie jakaś czarnowłosa kobieta w nieźle wykrojonej sukieneczce głaskała olbrzymiego Sevipera. Obok na poduszeczce kulił się malutki Spheal... bał się, widać to było w jego oczkach, wpatrzonych tylko i wyłącznie w Chandelure'a.
Widzisz tę słodycz na poduszce? Normalnie do schrupania! - Pokemon kandelabr okręcił się w moją stronę - Nasza Dew nie jest taka rozkoszna jak on! 
Z tą pierwszą tezą się zgodzę. Zjadłbym coś.
Szybkim ruchem zablokowałem pokeball Onixa.
Nie teraz! Zmiażdżysz nas!
Wymamrotał coś pod nosem i zamilkł.
Aegislashe nadal spały... Mismagius! ?
Podleciała do stoiska kobiety naprzeciw, wzbudzając jeszcze większe przerażenie w mikroskopijnym Sphealu.
- Przepraszam, skąd pani go wzięła? - Mismagius powiedziała ludzkim głosem...skąd ona to potrafi!? - Jest rozkoszny - wyciągnęła jedną ze swoich krótkich łapek i poklepała kulistą fokę.
- Aaale... - czarnowłosą zamurowało.
Jej Seviper przybliżył łeb do mojej malutkiej teraz Mismagius.
Syknął jej coś, ona odpowiedziała.
Ile ona zna języków!?
- Hej, ty! - krzyknęła do mnie - podejdź tu na chwilę!
Rzuciłem kawałek ryby Dewgong, by się czymś zajęła i podszedłem do nieznajomej.
- Możesz zabrać tego pokemona stąd? Straszy mojego Sphealka...
- Myślę, że pani kulisty podopieczny boi się ,ojego Chandelure'a.  Jest większy i ma złą reputację wśród pokemonów. - schowałem Mismagius do pokeballa mimo jej protestów - Jak sobie pani życzy... - oddaliłem się do mojego stoiska.
~~Masamune~~
Co to miało być... Pokemon mówiący ludzkim głosem? Ciekawe...
- Szkoda, że ty tak nie umiesz - powiedziałam siedzącemu za mną Gallade'owi - Byłbyś świetnym chłopakiem.
W odpowiedzi przymknął oczy.
Heh, nawet ten delikwent w dziwnej bluzie jest ładny. Tylko by zdjął z siebie te szmaty.
Pokaz się rozpoczął. Widziałam drepczącą w moją stronę Leaf.
- A więc tutaj jesteś! - spojrzała na Seviego - Łaaaa...ale wielki!
Wąż pozwolił chwilę się pomiziać za łbem i wrócił do służenia za moje siedzenie.

Leaf

- Spheale są fajne - mruknęłam, dalej zachwycając się maluchem. - Wiesz, że niedługo będzie otwarcie? Chyba zaczną o jedenastej.- Spojrzałam na zegarek. Dziesiąta. Jeszcze troszkę czasu jest. - Będziesz uczestniczyć w pokazach? Jeśli tak, to mogę ci kibicować - uśmiechnęłam się.

wtorek, 8 września 2015

Masamune

Spojrzałam znad talerza na dziewczynę, któta usiadła koło mnie. Spheal zapiszczał cicho.
- O, cześć! Jak się miewasz? - zapytała radośnie - ładny ranek dzisiaj mamy, prawda?
- E...my się znamy? - zapytałam zdziwiona - Rozmawiasz ze mną jakbyśmy się znały od kołyski...
- Nie przesadzaj, trzeba poznawać nowych ludzi! - chciała chyba mnie poklepać, ale kochany Gallade wyskoczył z rogu pokoju i zablokował jej ruch.
- Ojeju... - gwałtownie cofnęła rękę - Przepraszam, nie chciałam! - podała mojemu pokemonowi RĘKĘ - Nie chciałam nic jej zrobić! Serio! Tak, z innej beczki, jestem Leaf Green. A ty? - pytanie skierowała do mnie.
- Ja jestem Masamune Hiraijima... Pochodzę z Azurii. - dodałam, dziubiąc kanapkę z serem.
- A ja z Cinnabar... - przysiadła tuż obok mnie - Twój Gallade...on cię pilnuje? W sensie... Nic nikomu nie zrobił jeszcze?
Skinęłam na niego, by usiadł koło nas. Naprawdę, jest inteligentny jak człowiek, a cudem sprawniejszy. Objął mnie ramieniem... Nie było to za wygodne, ale zawsze jakiś przejaw empatii.
- Znaczy... Od kiedy go złapałam razem z jego siostrą Gardevoir, tak się zachowuje... Mi to odpowiada. Jeszcze nikogo nie zabił... A twój Espeon?
- Ha! Najczęściej śpi... Nie ma z niego za wiele pożytku, ale zawsze jakiś jest.. Masz cudnego tego Spheala! Mogę pogłaskać? To jakaś miniaturka? - podniosła mojego kieszonkowego pokemona do góry - Jaki cuuudny!
Straszna z niej gaduła... Ale miła nawet.

Leaf

Co za piękny ranek! Słoneczko grzeje i takie tam. Chłopak dalej spał, a ja szybko się przebrałam. Nie musi mnie widzieć, prawda? Jeśli rozmowy będą takie jak wcześniej, to mogę z nim chwilkę pomieszkać. Espi usiadł mi na ramieniu.
Tak przy okazji. Touru naprawdę myślał, że nic nie zauważę? Nie jestem ślepa! Tak sądzę.
Po cichu wyszłam i już nieco głośniej zeszłam na dół.
O, matko! Ile ludzi! Więcej was matka nie miała? Przynajmniej zawody będą ciekawe. Nie mam zamiaru brać w nich udziału, muszę się zając czymś innym. Co za pech, chętnie bym zawalczyła.
Poszłam do stołówki. Po wzięciu jedzenie, zaczęłam się zastanawiać, gdzie iść. Usiąść.
O, jakaś dziewczyna. Samotna. A ja lubię rozmawiać z ludźmi. (Monologi dokładniej rzecz mówiąc)
Przysiadłam się do niej. Espi poszedł dalej spać. Mówiłam już, że jest wspaniałym wsparciem moralnym?  

Touro

Leżałem tak chyba z godzinę, wgapiając się w sufit. Mismagius wypełzła z pokeballa.
Jak, zasnęła? - zapytała cicho i podleciała nużej do łóżka Leaf - Zasnęła... Jej dwa pokemony też. 
Ze stoickim spokojem zszedłem z drabinki i przyglądałem się śpiącej dziewczynie. Ma taką delikatną twarz...
W ciemniości zaświeciła para ciemnofioletowych oczu.
Espeon Leaf delikatnie podszedł do mnie, wręcz przefrunął nad jej nogami.
Cokolwiek zamierzasz, nie krzywdź jej. - usłyszałem głos lawendowego kota w głowie - widzę cię. 
Nic nie zrobię jej, obiecuję.
Oczy przestały świecić.
Delikatnie przesunąłem dłonią po jej twarzy. Jaka delikatna skóra...
Uśmiechnąłem się lekko. Jakie pan Bóg cudne rzeczy tworzy...
Mismagius usiadła na moim ramieniu.
Podoba ci się?
Trochę.
Zachichotała.
Wracaj do łóżka, Espeon się na ciebie gapi.
Wspiąłem się na drabinkę z powrotem, na odchodne spoglądając na jej wyciągniętą dłoń.
Przytuliłem śpiącą Banette niczym przytulankę. Mismagius powiedziała mi dobranoc i schowała się do pokeballa.

Leaf

Nie skomentowałam tego. Chyba sam siebie dostatecznie podsumował. Spojrzałam jeszcze raz na plan.
- Espi, przesuń się - przeniosłam go koło poduszki. Tak samo Beau. Dwudziesta pierwsza, co? Wcześnie jeszcze, ale miałam ochotę pójść spać. Poszłam do łazienki się przebrać.
Gdy wyszłam, zamknęłam okno. Z jakiegoś powodu chłopak dalej się czerwienił.
- Dobranoc - powiedziałam do niego i się położyłam.

Touro

- Co prawda, to prawda... - Dewgong leniwie wyciągnęła język - tylko plotki z korytarza, nic wielkiego... A z Dew mam pewne szanse, no chyba, że ludzie będą woleli takiego Pikachu.. - poklepałem fokę po łebku - no cóż... Dają nam tu jakąś kolację, tak przy okazji?
- Tak! Stołówka jest na piętrze niżej... Ale raczej nie wydają kanapek o 21:00... - zaśmiała się.
Zdjąłem bluzęi powiesiłem na plecaku, tak samo zrobiłem ze spodniami, zostając w majtkach.
Zamilkła.
- Eee... To nie tak, jak myślisz! - podrapałem się po tyle głowy - Ja tak śpię! - wdrapałem się cały czerwony pod kołdrę.
Wyszedłeś na zboczucha! - rechotała Banette - O ja... Naprawdę nie myślisz czasami! 

Leaf

- Uczestniczyć mam na myśli - dopowiedziałam. - Oglądać już bardziej wolę. Dewgong? Na pewno wygra! Jest bardzo słodka - spojrzałam na fokę, która patrzyła na mnie z zadowoleniem. - Pojutrze będzie dokończenie pokazów i przy okazji wreszcie zobaczy cały skład! No wiesz liderów, elitę i mistrza! A co do legendarnego pokemona... Nie zrobią tego - O, Espi się budzi. Zaraz będę mogła się położyć. - Zbyt wielkie później mieliby problemy z łowcami i takie tam. Niepotrzebne ryzyko. No i, najpierw trzeba było go znaleźć.

Touro

- Co tam dostałaś? - wychyliłem się za ramę łóżka - No pokaż mi...
- Plan całego zjazdu! - przytknęła mi kartkę do nosa - zobacz! Jutro będą pokazy przez cały dzieeeń! - uśmiechnęła się zaaferowana - nie mogę się już doczekać!
Cieszył mnie jej entuzjazm.
- Hmm... Też jestem ciekawy. Ponoć ktoś wystawia jakąś legendę, ale nie jestem pewien... A ty, zastanowiłaś się nad wystawianym pokemonem? Jeśli chodzi o techniki to wybiorę Chandelure'a, wyglądają ciekawie, a jak o słodkość to chyba Dewgong...
- O, ja nie uczestniczę w pokazach...nie lubię...

Leaf

- Dosyć mi się podoba - odpowiedział. Och, nie chcę ze mną gadać. Już. Chyba naprawdę jestem męcząca jak mam tryb gadulstwa.
Spojrzałam na okno. I czułam, że zaraz czegoś dostane. Dlaczego nie wraca?
Zeszłam z drabinki i usiadłam na łóżku. Położyć się nie mogłam bo Espeon wyłożył się jak tylko mógł całe. Kochany. Po prostu prawdziwy przyjaciel.
Nagle usłyszałam. Chłopak drgnął zaskoczony jak w oknie usiadł Beautifly. Miał ze sobą kartkę.
- No wreszcie! Ile można czekać? - spytałam i wzięłam od niego list. Beau pofrunęła do Espi'ego.
Dostałam plan całego zjazdu i wiadomość. Mój współlokator się nie odzywał.

poniedziałek, 7 września 2015

Touro

Ale się rozgadała...
- No, czasami z nimi mam wiele zabawy - Nagle Dewgong wyskoczyła z pokeballa.
- O jezu! - Dewgong wręcz przygniotła ją do podłogi - No nie liż mnie po twarzy...
- Dewy! Schowałem oporną fokę z powrotem - Nie chce się mnie słuchać momentami... Jest pokemonkiem pokazowym.. - westchnąłem i pomogłem Leaf wstać.
- Pokemonkiem? Toż to ciężkie jak smok jest... - zaśmiała się, otrzepując się z białego foczego futra - kogo jeszcze tam skrywasz? 
- Eh, jeszcze mam jednego z wagi ciężkiej, reszta jest mniej problemowa... - wdrapałem się na łóżko - Skąd dowiedziałaś się o tym zjeździe?
- Wszędzie to było! I przyjaciel mnie poprosił bym przyjechała. A ty?
- Banette znalazła ulotkę. - mruknąłem - nie mieszkam w mieście... 
- A gdzie? - uderzyła w lekko czuły punkt.  
- Em... W lesie... 
- Podoba ci się w Prizmanii? - podciągnęła się na drabince wyżej, żeby mnie widzieć.

Leaf

- Mam nadzieję, że otwarte okno ci nie przeszkadza. - Z tymi słowami otworzyłam je. Powiał łagodny wietrzyk. Znowu się rozciągnęłam. Spojrzałam na chłopca. Nie podoba mi się. Dalej się uśmiechałam.
- Banette, co? - powiedziałam. - Strasznie dawno nie widziałam duchów. Pewnie musi być z nimi fajnie! Tyle zabawy. Chciałam kiedyś takiego złapać, ale nie udało mi się - pogłaskałam duszka po głowie. - Na tym zjeździe będzie dużo trenerów! Słyszałeś o nowym mistrze? Nazywa się Red. I elitarna czwórka będzie no i liderzy! - gadałam jak najęta.
Espeon wyszedł z torby i położył się na łózko. Tyle jeśli chodzi o wsparcie moralne.  

Touro

Banette nerwowo poruszyła się na moim ramieniu.
Uspokój się.
- Miło cię poznać. - ucałowałem jej dłoń - Ja jestem Touro... Touro Gahamoto. A to jedna z moich podopiecznych, Banette, zresztą chyba znasz jej gatunek. - Pokemon posłusznie się ukłonił - Spokojnie, jeśli nie wydam polecenia, nie skrzywdzą nawet muchy...
- To..dobrze. Mam nadzieję, że miło spędzimy ten czas... - delikatnie wysunęła dłoń z mojego uścisku - Moje też nie będą krzywdzić bez zgody... Które zajmujesz? - spojrzała na piętrowe łóżko w kącie pokoju.
- Hm... - "to samo, co ty" chciałem powiedzieć. - Poproszę to na górze. - "żebym mógł się w ciebie wgapiać w nocy"...
Powiesiłem plecak na ramie.
Ogółem, jak na nią patrzyłem, to nawet nawet z niej dziewczyna.
Ha! I w jednym pokoju... Nie mogę się z nią kłócić.
Tej, Romeo, opanuj się. - Banette zagłuszyła moje myśli - Ona jest twoim potencjalnym przeciwnikiem!

Leaf

- Jakiś zjazd?! - krzyknęłam.- To jakieś żarty... Żartuję - uśmiechnęłam się. Espi koło mnie, spojrzał i westchnął. Pewnie znowu się zastanawia czemu ma taką głupia trenerkę.
Rozciągnęłam się. Wszystko dobre byle tylko opuścić to miejsce.
- Raz, dwa!
Morze czy ląd? W sumie dawno nie byłam w morzu...
- Lapi!
No i popłynęliśmy.
Podróż zajęła nam cały dzień. I noc.
W miejscu docelowym od razu poszłam do Centrum. Jakimś cudem znalazłam pokój i poszłam spać. Był tylko jeden malutki problemik. Ze mną będzie chłopak. To samo w sobie nie jest problemem, ale...
Duszki. Dużo duszków. Koło niego.
- Dobry wieczór. Wygląda, że będziemy w jednym pokoju. Miło mi cię poznać, nazywam się Leaf - uśmiechnęłam się do niego.  

sobota, 5 września 2015

Touro

Ze słodkiej drzemki na gałęzi drzewa obudziła mnie skacząca po moim brzuchu Banette.
Toru! Touro! Zobacz co znalazłam, jak spałeś!
Wziąłem od niej karteczkę.
- Hmm... wielkie zebranie trenerów? Odbędzie się pojutrze... obecność obowiązkowa... błagam. Na co ja im się mam przydać?
Jesteś trenerem, więc masz się tam stawić.
- Mismagius, błagam. Ja?
Nie pleć głupot. Chandelure!
Cooo? Również zasnąłem... przyjemne popołudniowe słońce dobrze na mnie działa - okręcił się nad gałęzią - gdzie lecimy?
Dajesz, Touro! Czytaj!
- Łe Jezu... Prizmania... kraina kwiatków i perfumów. - popukałem w pokeball Onixa- wstajemy!
Co znowu... - Onix wyleciał z kulki - jak nie jedzenie, to spadam.
Ten znowu o swoim...
Spadaj, szmato! - warknął sarkofag - nie mam najmniejszej ochoty na te marne dyskusje z tobą!
Sugerujesz coś!?
Obydwoje cisza! Nie cierpię jak się kłócicie! - pisnęła Dewgong - Lećmy!
Tak! Trzeba skopać parę zadków! - Aegislashe zakrzyknęli chórem i zrzucili mnie z drzewa - Dalej, dalej!
Chandelure podleciał szybko i usadził mnie na swoim ramieniu. 
Uważajcie trochę... 
Cieszę się, że znalazłem ten kamień wzrostu. Przynajmniej mój Chandelure może mi służyć jako pojazd.
Wyruszyliśmy w drogę. Zostawiłem Banette na ramieniu i Chandelure'a pod sobą, a resztę kompanii schowałem do pokeballi. Nikt nie musi widzieć całego mojego arsenału.
Po całym dniu lotu puściłem pokemony wolno, by najadły się podczas polowania, ja w tym czasie byłem chroniony przez Spiritomba, który nie potrzebuje posiłków. Po jakiejś godzinie była zbiórka i dalsza podróż. Zauważyłem w oddali wieżowce Prizmanii.
- Jesteśmy juź blisko!- zakrzyknąłem - Nowe dusze, przybywamy!
Chandelure przyspieszył tempo lotu.